Category Archives: ludzie

Edukacja w czasach zarazy

RozglÄ…dam siÄ™ po znajomych – i nieznajomych – nauczycielach na spoÅ‚ecznoÅ›ciówkach,  zaglÄ…dam szkoÅ‚om przez ramiÄ™.

Jestem zaniepokojony.

Zoom, Skype, Hangouts. Ci nieco bardziej ogarniÄ™ci – Teams albo Google Classroom. DosÅ‚ownie pojedyncze przypadki – LMSy.

Przeciętna szkoła zakłada, że w procesie edukacji w najbliższych tygodniach zmieniło się tylko to, że dzieci siedzą w domach a nie w szkole. Że tradycyjny model edukacji trzeba tylko “przedłużyć” do domów. Że to nic trudnego, że ludzie bez przygotowania, wiedzy i doświadczenia wskoczą na głęboką wodę i przepłyną kanał La Manche. Że darmowe rozwiązania stworzone do pracy grupowej wystarczą do ewolucji nauczania. 

SzkoÅ‚y nie majÄ… zielonego pojÄ™cia o e-learningu. W panice zafundowanej przez ministra rzuciÅ‚y siÄ™ do przenoszenia tradycyjnej, dwudziestowiecznej edukacji, w Å›rodowisko cyfrowe. OdkrywajÄ… koÅ‚o rzucajÄ…c kamieniami gdzie popadnie i patrzÄ…, czy w lawinie coÅ› Å‚adnie siÄ™ toczy. Chyba nikt nie ruszyÅ‚ w stronÄ™ uczelni wyższych, które temat majÄ… wzglÄ™dnie opanowany lub przynajmniej rozpoznany. Dyrektorzy i nauczyciele uruchamiajÄ… kolejne instancje różnych narzÄ™dzi, które pozwalajÄ… dążyć w stronÄ™ tzw. wirtualnej klasy – technicznie rozwiniÄ™cia idei szkoÅ‚y radiowej z australijskiego Outbacku z lat ‘50 zeszÅ‚ego wieku. SiÄ™gajÄ… po narzÄ™dzia do komunikacji, nie po narzÄ™dzia do prowadzenia procesu edukacyjnego. Telekonferencje czy współdzielona tablica nadajÄ… siÄ™ Å›wietnie do spotkaÅ„ 3-4 osobowych podczas konsultacji, do wyjaÅ›niania dzieciom fragmentów materiaÅ‚u, z którymi majÄ… problem. Wymusza to pracÄ™ synchronicznÄ… na ogromnej grupie ludzi, co generuje ogromne obciążenie Å‚Ä…cz i usÅ‚ug. Na razie wszystko jeszcze dziaÅ‚a, ale gdy Teamsy padnÄ… kupa szkół i uczniów zostanie z rÄ™kÄ… w nocniku.

My – rodzice – również trafiliÅ›my na gÅ‚Ä™bokÄ… wodÄ™. Nie mamy sprzÄ™tu, nie mamy warunków, nie mamy czasu na szkoÅ‚Ä™ naszych dzieci. Pracujemy – kto może – zdalnie, wspomagamy siÄ™ urlopami, życzliwoÅ›ciÄ… rodziny i przyjaciół, by zapewnić opiekÄ™ pociechom. W wielu sytuacjach nie jesteÅ›my w stanie umożliwić dzieciom spotkania synchronicznego na zaplanowanej przez szkoÅ‚Ä™ wirtualnej lekcji prowadzonej w Zoomie czy innym Discordzie.

Tak, szukam trochÄ™ dziury w caÅ‚ym, ale pomyÅ›lcie, że niemaÅ‚o jest rodzin w podobnej sytuacji. Rodzin wielodzietnych – trójka czy czwórka dzieci w wieku szkolnym majÄ…ca w tym samym czasie zajÄ™cia? Jak? SkÄ…d wziąć sprzÄ™t? SkÄ…d wziąć miejsce na to? Każde z dzieci powinno mieć ciszÄ™ i spokój na czas spotkania. A my, rodzice pracujÄ…cy zdalnie? Ile macie komputerów w domu? My mamy dwa podstawowe stanowiska, chÄ™tnych jest czworo. Do tego co drugi dzieÅ„ dzieci spÄ™dzajÄ… u Babci. O ile wyczarowanie dodatkowych komputerów jest wykonalne o tyle znalezienie dodatkowych miejsc z odpowiednimi warunkami – już nie. 

SzkoÅ‚y w ogóle nie idÄ… w stronÄ™ pracy asynchronicznej. Nie przygotowujÄ… materiałów do samodzielnej pracy dla dzieci. Nie próbujÄ… wprowadzić narzÄ™dzi, które dÅ‚ugoterminowo uÅ‚atwiÄ… im pracÄ™, pomogÄ… ewaluować wyniki, gromadzić materiaÅ‚y. Nie ma w tym wszystkim planu, jest paniczne Å‚apanie powietrza i machanie rÄ™kami. To co przesyÅ‚ajÄ… aktualnie szkoÅ‚y mailami to nie sÄ… materiaÅ‚y do samodzielnej nauki. PodrÄ™czniki, które majÄ… dzieci nie zostaÅ‚y stworzone do samodzielnej pracy, tylko sÄ… podstawÄ… do pracy nauczyciela. Linki do stronek i filmików to chaos, a nie edukacja. Przypadkowe ćwiczonka, teksty w żaden sposób nie zwiÄ…zane z programem, sprzeczny z regulacjami zalew reklam czy choćby bÅ‚Ä™dy merytoryczne i jÄ™zykowe – to siÄ™ nie nadaje dla dzieci. A o tym, co podlinkowano na stronie MEN lepiej zapomnieć – wyglÄ…da, że nikt tego nie zweryfikowaÅ‚ ani merytorycznie ani jakoÅ›ciowo.

Również jakość tego, co dzieci dostajÄ… od nauczycieli woÅ‚a o pomstÄ™ do nieba. Dokumenty nieczytelne, edytorsko leżące, nieraz z bÅ‚Ä™dami. No wstyd. Rozumiem, że nauczyciel biologii w wieku przedemerytalnym nie bÄ™dzie Å›migaÅ‚ w Office czy Photoshopie, ale mógÅ‚by poprosić innego nauczyciela o pomoc – przygotować materiaÅ‚ merytorycznie i pozwolić komuÅ› innemu na redakcjÄ™. ZresztÄ… problem umiejÄ™tnoÅ›ci posÅ‚ugiwania siÄ™ współczesnymi narzÄ™dziami nie jest ograniczony tylko do starszych nauczycieli – również ci w okolicach trzydziestki potrafiÄ… zrobić taki kit, że zÄ™by bolÄ…. 

Organizacyjnie nie bardzo da siÄ™ to aktualnie ogarnąć, bo minister zrzuciÅ‚ caÅ‚y problem na szkoÅ‚y. Każda próbuje to ogarnąć osobno. IluÅ› ludzi robi to samo, każdy w swoim wÅ‚asnym pudeÅ‚ku. Nie ma szerszej wymiany doÅ›wiadczeÅ„. To jeden z tych momentów, że centralizacja pozwoliÅ‚aby na poprawienie jakoÅ›ci, ograniczenie kosztów i oszczÄ™dzenie czasu. OgarniÄ™cie rozwiÄ…zaÅ„ technicznych i organizacyjnych choćby w ramach gmin, Å‚Ä…czÄ…c wiele szkół w klastry edukacyjne umożliwia współdzielenie infrastruktury i Å‚atwe dzielenie siÄ™ materiaÅ‚ami. Wystarczy wtedy mniejsza liczba osób ogarniÄ™tych w nowej sytuacji, bo mogÄ… wspomóc technicznie tych, którzy sobie sÅ‚abiej radzÄ…. KilkudziesiÄ™ciu nauczycieli robiÄ…cych materiaÅ‚y nawet w goÅ‚ym edytorze tekstu wspomaganych przez 2-3 redaktorów dostosowujÄ…cych materiaÅ‚y do nowych realiów – i dzielenie siÄ™ tymi materiaÅ‚ami – to moim zdaniem recepta na najbliższe tygodnie. Nie ma sensu żeby zadania z historii czy angielskiego – które sÄ… przecież powtarzalne, podlegajÄ… pewnym schematom – każdy nauczyciel tworzyÅ‚ sam, od podstaw. JeÅ›li w grupie bÄ™dzie kilkunastu/wiÄ™cej nauczycieli danego przedmiotu – mogÄ… podzielić siÄ™ pracÄ… nad materiaÅ‚ami. MogÄ… sobie te materiaÅ‚y wzajemnie poprawiać, udoskonalać. Przy tym wszystkim można skorzystać również z pomocy rodziców. Wielu chÄ™tnie pomoże, czy to w edycji czy choćby korekcie materiałów, w procesie wdrożenia narzÄ™dzi, w rozwoju caÅ‚ego procesu.

TrafiliÅ›my na bardzo trudny okres, mamy bardzo maÅ‚o czasu, by zrobić wrÄ™cz rewolucjÄ™ w edukacji. Wiem, że to nieÅ‚atwe, ale jest okazja zrobić pewne rzeczy dobrze. Na pewno bÄ™dzie to kosztowaÅ‚o dużo pracy, ogromnym wysiÅ‚kiem bÄ™dzie przestawienie siÄ™ na inny model edukacji. Docelowo – bo epidemia kiedyÅ› siÄ™ skoÅ„czy – pozwoli to utrzymać model blended-learning – nauczania stacjonarnego, wspomaganego w dużym stopniu nowoczesnymi narzÄ™dziami nie tylko w klasie, ale i w domu, w ramach powtórek czy poszerzania materiaÅ‚u. Pozwoli również ograniczyć edukacyjne skutki nastÄ™pnych takich klÄ™sk.

UzupeÅ‚nienie: WÅ‚aÅ›nie dowiedzieliÅ›my siÄ™ z konferencji prasowej gdaÅ„skiego magistratu, że dzieci w klasach 0-III zostaÅ‚y praktycznie porzucone. Od nauczyciela córy usÅ‚yszaÅ‚em przez telefon, że klasy IV i V bÄ™dÄ… otrzymywaÅ‚y materiaÅ‚y tak jak dotychczas – przez dziennik i mailami. Klasy VI i wyżej bÄ™dÄ… korzystać z MS Teams.

Wyższe emerytury dla dzieciatych – stary temat

Może zamiast sponsorowania dzieciatych przez niedzieciatych podzielmy pulę emerytur na dzieciatą i niedzieciatą. Każde pieniądze pchane w system emerytalny były by dzielone między pule w stosunku 2:1 na korzyść puli dzieciatej. W ten sposób dzieci pośrednio zapewniałyby godziwą starość rodzicom. ;P

Mam dwójkę dzieci. Ponoszę bardzo konkretne koszty owej fanaberii. Powoduje to, że aktualnie nie stać mnie na odkładanie jakichś ekstra pieniędzy na starość. Ze swojej pracy utrzymuję siebie, swoją rodzinę i cholera wie jaką część systemu. Ja wiem, trzeba było sobie zawiązać na supeł, jeździłbym teraz nowoczesną limuzyną, gwizdałbym na ceny paliwa, stać by mnie było na duże mieszkanie w centrum miasta (chociaż w sumie po co, nie byłoby mi potrzebne bez dzieci) i do tego bym spokojnie sobie odłożył jakiś melonik albo dwa na koncie na wsparcie emerytury. Ale jakoś tak wyszło, że padło mi i ślubnej mej na nasze małe rozumki i zrobiliśmy sobie dwójkę dzieci. Dzieci, które dają nam od cholery radochy, ale też kosztują jak diabli. Praktycznie nie mamy żadnego wsparcia od państwa, ba! jesteśmy jeszcze za to karani.

Jebana polityka prorodzinna.

VAT na pieluchy – 23%, VAT na mleko – 23%, VAT na ubranka – 23%, VAT na sÅ‚oiczki, soczki, chusteczki, butelki, Å‚yżeczki – 23%. Kurwa, kupujÄ™ sobie smoczki i takie maÅ‚e Å‚yżeczki z gÅ‚adkiego, nietoksycznego plastiku aby sobie w dupie grzebać, dla przyjemnoÅ›ci, a co!

Prywatna opieka medyczna, bo czekać 48h na wolny termin u lekarza jak dziecko ma 40 stopni gorączki to jakaś pomyłka.

Prywatny żłobek, bo siedemsetne miejsce na liście rezerwowej to kpina.

Wożenie dzieci autem, bo kommiej jest taki, że strach czasem samemu jechać, a co dopiero z małym dzieckiem. A z dwójką to już w ogóle pomyłka. W paliwie VAT, akcyza, zarobek korporacji, łapówki dla polityków. A i tak rypią mi jeszcze kasę z auta gdzie się da. Drogi syfne, autostrady bandycko drogie, do teściów głupie 160km jedzie się 3.5h. Zgodnie z przepisami.

Przy markecie każdy buc zaparkuje na miejscu dla rodzin, bo bliżej. Ale ja ze zwalonym kręgosłupem niosę dziecko kilkadziesiąt metrów więcej. Przy kasie z pierwszeństwem też ludzie gapią się jak na zjawisko, jak z dziećmi drącymi japy z głodu proszę o przepuszczenie do przodu.

Dowalą nam teraz jeszcze opłaty śmieciowe. Bo wody idzie w chuj przy dzieciach. A śmieci wcale nie generujemy jakoś specjalnie dużo.

Ogólnie – ja nic od systemu nie chcÄ™. Ja tylko chcÄ™, aby system siÄ™ nie wpierdalaÅ‚ w moje życie i dodatkowo mnie nie karaÅ‚ za zapewnienie przyszÅ‚oÅ›ci jemu – systemowi, mnie i moim bliskim.

——————————————

Autocytat z przepaści fejsikowych postów.

O szczepieniach

KAŻDE działanie objęte jest pewnym ryzykiem. Zawsze to co robimy jest wynikiem pewnej kalkulacji zysku i ryzyka. Ja wysyłam 7-latkę po proste zakupy do Biedry. Musi przejść przez ulicę. Jest nauczona jak przechodzić przez jezdnię i robi to jak trzeba ale ZAWSZE jest ryzyko, że ją ktoś pierdolnie.

Więc to nie tak, że szczepienia są cudem wcielonym. Są ogromnym osiągnięciem, z którego korzystamy licząc się z pewnymi ich skutkami. Ale ryzyko nieszczepienia niesie za sobą tak ogromne ryzyko, że kalkulacja jest raczej oczywista.

To jak z chodzeniem po chodniku zamiast jezdnią. Robimy tak, bo jest to bezpieczniejsze. Zawsze może się trafić debil jadący chodnikiem, ale nie powoduje to, że przerzucamy się na domyślne chodzenie jezdnią ruchliwej ulicy.

 

Autocytat z fejsikowych odmętów komciów w wątku o szczepieniach.

Manipulacja pojęciami

Jak widzÄ™ „zwolennicy aborcji” to mnie kurwica trafia. To tak, jakbym ja napisaÅ‚ o policjantach, że sÄ… zwolennikami strzelania do wszystkiego co siÄ™ rusza a mogÅ‚o zÅ‚amać prawo. Albo że przeciÄ™tny proboszcz jest zwolennikiem dupczenia podstarzaÅ‚ych parafianek.

Prawo do dokonania wyboru a podjęcie takowego to dwie różne sprawy. Przypuszczam, że poza dość konkretnymi patologiami nikt nie traktuje aborcji jako rutynowego zabiegu antykoncepcyjnego.

Nigdy nie wiesz, co w człowieku siedzi, jaką ścieżkę w życiu przeszedł i w jakich idzie butach. Kobieta może mieć bardzo wiele różnych powodów, aby nie chcieć dziecka. I być w bardzo wielu sytuacjach, kiedy nie miała woli lub możliwości podjęcia decyzji o niebyciu zapyloną.

ChciaÅ‚bym przypomnieć co poniektórym, że KAÅ»DA ciąża stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia ewentualnej przyszÅ‚ej matki. Nawet ciąża idÄ…ca teoretycznie prawidÅ‚owo może powodować trudne do odwrócenia konsekwencje – wzrost wagi, problemy z krÄ™gosÅ‚upem, żylaki – w tym i hemoroidy, osÅ‚abienie wÅ‚osów, podtrucia, anemia, zakrzepica, depresja – mogÄ™ poszukać źródeÅ‚ ze sporo wiÄ™kszÄ… listÄ…, jak ktoÅ› ciekawy. Niektóre z tych przypadÅ‚oÅ›ci mogÄ… prowadzić do powikÅ‚aÅ„ groźnych dla życia.

Nie jestem zwolennikiem aborcji. Jestem stanowczym orędownikiem prawa do podjęcia przez kobietę takiej decyzji. A jeśli już podjęła taką decyzję i z przyczyn innych niż medyczne chce usunąć ciążę, to znaczy, że to my daliśmy dupy. My, społeczeństwo, jej otoczenie. To ona ma gruby problem i stara się go rozwiązać tak, jak potrafi. Obowiązkiem całej reszty jest wspieranie jej w takich sytuacjach. Często jest tak, że kobiety decydują się rodzić, bo pojawił się właściwy support i przyszła matka poczuła się bezpieczniej, nie pozostawiona sama sobie. Zdarza się to również w przypadku płodów, które nie mają szansy na przeżycie. Znów musiałbym poszukać, trafiłem jakiś czas temu ciekawy artykuł na temat właśnie wspierania rodziców dzieci bez szans. Ale nadal IMHO decyzja należy do kobiety i jak się to komuś ta decyzja nie podoba, a nie chce pomóc, to niech spierdala.

Lubię zapierdalać (TM)

Jedziesz sobie autostradÄ… radosne dwie paczki.

Ja jadÄ™ prawym pasem w kolumnie stwierdzam, że czas Å‚yknąć tego matiza, zerkam w lustro, widzÄ™, że czysto, dokrÄ™cam z tych 110 na 130, wbijam lewy, zerkam, widzÄ™ ciebie jakieÅ› 100m za mnÄ…, czyli fpizdu daleko, zjeżdżam na lewy dokrÄ™cajÄ…c powoli do 140 (mam tylko 100 kobyÅ‚ pod maskÄ…), tobie akurat pociekÅ‚o z nosa, wiÄ™c rozproszyÅ‚o ci uwagÄ™, wycierasz nos chusteczkÄ…, tracisz w ten sposób cenne dwie sekundy i 30m dystansu, widzisz, że pojawiÅ‚em ci siÄ™ na drodze jak betonowa Å‚aweczka, niecaÅ‚a sekunda na uwierzenie oczom i kopniÄ™cie hamulca – a nastÄ™pne 15m poszÅ‚o siÄ™ kochać.

Zostało 50m dystansu, 60km/h różnicy prędkości.

Masz dobre auto, dobre heble, dobre opony, gwałtownie wytracasz prędkość, kończysz hamowanie 15m za mną mając ciut poniżej 140km/h, wsio jest cacy. Oddychasz z ulgą, gacie nadal suche i czyste, zapierdalałeś, ale chociaż jakiś gerber ci wyskoczył jak ostatni idiota to dałeś radę, wszystko jest OK.

W tym momencie w dupÄ™ ci wjeżdża z prÄ™dkoÅ›ciÄ… 200km/h Audi A6. 22letni gnojek nawet nie zaczÄ…Å‚ hamować, bo akurat pisaÅ‚ SMS-a, ale nie uważaÅ‚ na drodze, bo ten przed nim – ty – tak Å‚adnie jechaÅ‚ to siÄ™ podpiÄ…Å‚.

Właśnie puściłeś hebel, więc dostajesz w dupę prawie 2-tonowym klockiem z przewagą 60km/h i nic, poza bezwładnością nie ogranicza ruchu postępowego twojego auta, więc wpierdalasz się w mój kufer.

W audi pęka lewy wahacz, robiony przez wujka migomatem po pijaku, gablota uderza w barierę energochłonną tak nieszczęśliwie, że przekoziołkowuje na przeciwbieżną nitkę trafiając w bok bentleya continentala.

W bentleju ze strachu laska robiąca laskę nieślubnemu synowi Putina odgryza mu rodzinne precjoza, ten zaś będąc progeniturą Stalowego Włodzimierza opanowuje gablotę, odpala telefon satelitarny, dzwoni do ojczula i składa mu raport mówiący, że dokonano właśnie zamachu na linię genetyczną Ojca Rodiny. Putin akurat będący na kacu po spotkaniu z Kim Ir Senem łapie ciężkiego wkurwa, że znów Polaczki mu robią koło pióra każe w trybie natychmiastowym odpalić wszystko, co jest wycelowane w Lechistan.

Hamerykanie widząc, że Putin się podłożył atakując nic nie znaczącego sojusznika widzą świetną okazję, aby przygotować sobie miejsca parkingowe na wschodzie Jewropy i odpalają małe co nieco na drugą stronę żelaznej kurtyny.

Ledwie stęknęły wyrzutnie gwiaździstego sztandaru głosiciele jedynej słusznej pokojowej religii aby nie dopuścić do rozpanoszenia się zachodniego zepsucia odpalają swoje brudne walizki w co bardziej znaczących miastach niewiernych i oczywiście próbują zrównać z ziemią domy Narodu Wybranego.

Koreańczyki Północniki nie chcąc być gorszymi w wymachiwaniu szabelką sadzą pieczarki na południowym końcu półwyspu, dorzucając jeszcze Japsom po jednej na Hiroshimę i Nagasaki, coby pewnej tradycji stało się zadość.

Kitajce dołączają się do globalnego nuklearnego holokaustu bombardując samobójczo Pekin, Sachalin i Pearl Harbour aby również nie być gorszymi w celebrowaniu przeszłości.

Pakistan i Indie w końcu orientują się, że jest okazja w końcu dupnąć swoimi grzybkami i wymieniają się uprzejmościami.

Na orbicie okołoziemskiej delegacja obserwatorów z Tau Ceti stwierdza, że jesteśmy jednak tak beznadziejni, że stanowimy zagrożenie nie tylko dla siebie ale może i dla cywilizacji międzygwiezdnej, więc zrzucają na nas pastylkę z nanorobotami, które w ciągu tygodnia doprowadzają do skumulowania całego materiału promieniotwórczego Ziemi w jednym miejscu. Przemieszczenie miliardów ton urobku powoduje destabilizację skorupy, odparowanie mórz, i generalnie zagładę naszej cywilizacji co i tak nie ma specjalnego znaczenia, bo dzięki idealnej synchronizacji czasowej megageologiczny ładunek nuklearny rozpierdala nasz radosny grajdołek w pas asteroidów.

Co może w sumie nie jest nawet takim złym pomysłem.

Smutne równanie

Trafiłem dziś smutnego demota:1414968919_ri66yc_600[1]

Postanowiłem przenieść go w nasze realia, aby pokazać bezsens pewnych Wspaniałych Inwestycji (TM).

Disclaimer: wszelkie dane finansowe brałem z Wikipedii. Dla ułatwienia obliczeń i łatwiejszego wyobrażenia sobie pewnych tematów niektóre wartości zaokrąglam, ale zawsze na niekorzyść swojego wywodu.

Kojarzycie dumę naszych włodarzy, ESC? Tak, tego oto maszkarona:

sandcrawler___vector__wip__by_yanoda-d59303r

Sorry, tu: VLUU L310W L313 M310W / Samsung L310W L313 M310W

Koszt budowy tego „dzieÅ‚a” – 231,1mln PLN. Szacowany roczny koszt utrzymania – 13,5mln PLN. Przy zaÅ‚ożeniu, że wygeneruje okoÅ‚o 2mln PLN przychodu – 11,5mln PLN w plecy. ROCZNIE.

A teraz poznajcie drugą stronę równania:

Pan Da Vinci:
Laproscopic_Surgery_Robot Robot do wykonywania operacji maÅ‚oinwazyjnych. Ma swoje wady – np brak force feedbacku – ale jest aktualnie jednym z najlepszych wdrożonych osiÄ…gnięć technicznych w swojej dziedzinie. Koszt: zakupy okoÅ‚o 7mln PLN, eksploatacji – 5-30tyÅ› PLN per operacja. ZakÅ‚adajÄ…c bardzo optymistycznie 200 operacji rocznie – 5mln PLN rocznie.

Albo – co ciekawsze – Robin Heart.

Robin-Heart-MC2_1

Polski system robota medycznego, na którego rozwój wydano jak dotychczas poniżej … 10mln PLN. Koszty wstÄ™pnego wdrożenia tego systemu szacuje siÄ™ na 40mln PLN, tyle, że nikt tych pieniÄ™dzy nie chce wyÅ‚ożyć. A docelowo ten system ma być lepszy i taÅ„szy niż Da Vinci. Ma pozwalać na wiÄ™kszÄ… precyzjÄ™ i szybsze wykonywanie zabiegów niż Da Vinci.

Zamiast budować rdzawe monstrum można byÅ‚o zasponsorować koÅ„cowe testy i wdrożenie Robina, otwarcie mu drogi do polskich szpitali, szkolenie lekarzy, materiaÅ‚y eksploatacyjne. Spokojnie można by każdy z gdaÅ„skich szpitali wyposażyć w peÅ‚ny system dziaÅ‚ajÄ…cy peÅ‚nÄ… parÄ… dla dobra nas wszystkich – a jeszcze zostaÅ‚oby pieniÄ™dzy na szampana po każdej udanej operacji.

Z życia idealnego ojca …

– MÅ‚ody obudziÅ‚ siÄ™ o 1 w nocy drÄ…c ryja, że chce kaszÄ™. OK, zrobiÅ‚em kaszÄ™, zatkaÅ‚ siÄ™. WychlaÅ‚ kaszÄ™, zaczÄ…Å‚ drzeć ryja, że on chce zanieść butelkÄ™ do zlewu. OK, wstaÅ‚em, poszedÅ‚em z mÅ‚odym do kuchni, wrzuciÅ‚ butelkÄ™ do zlewu. Idziemy do wyra, mÅ‚ody drze ryja, sprawdzam, pielucha zasikana na amen. ChcÄ™ zmienić pieluchÄ™, mÅ‚ody drze siÄ™, wierzga, pluje – dobra, w koÅ„cu zmieniÅ‚em mu pieluchÄ™. MÅ‚ody drze ryja, że on nie chce kocyka. WyÅ‚azi z wyra i lezie do nas do sypialni. No to mÅ‚odego pod pachÄ™ i do jego wyra. Wrzask i zdejmowanie skarpetek. WyrzuciÅ‚ skarpetki. Wrzask, bo on chce skarpetki. ZakÅ‚adam mu skarpetki, maÅ‚o mi nie wybiÅ‚ zÄ™bów wierzgajÄ…c, że on nie chce skarpetek. Wrzaski obudziÅ‚y mÅ‚odÄ…, która zaczęła drzeć ryja, że ona chce siusiu. No to mówiÄ™ – idź do Å‚azienki na nocnik. Ale ona nie, ona nie chce, ona nie pójdzie – wrzask. W koÅ„cu zostawiÅ‚em wyjÄ…cego mÅ‚odego w wyrze, zaniosÅ‚em mÅ‚odÄ… do Å‚azienki. Wrzask, bo ona nie chce Å›wiatÅ‚a – zapalonego w drugiej Å‚azience, abym gdzieÅ› ryja nie rozwaliÅ‚ na Å›cianie czy nie wdepnÄ…Å‚ w nocnik. Dobra, mÅ‚oda w Å‚azience, ja siÄ™ ewakuujÄ™, mogÄ™ zgasić Å›wiatÅ‚o w drugiej – gaszÄ™. Wrzask, bo ona chce Å›wiatÅ‚o. To zapalam jej Å›wiatÅ‚o w maÅ‚ej Å‚azience – źle, bo oczy bolÄ…, ale ona chce na kibelek, bo nie na nocnik, ale ona nie zdejmie spodenek, gdzie wyparowaÅ‚ stojÄ…cy spokojnie tuż obok stoÅ‚ek, ale ona nie chce na kibelek, ona chce na nocnik. W miÄ™dzyczasie drÄ…cy ryja mÅ‚ody przylazÅ‚, że on chce na nocnik. MÅ‚odej w koÅ„cu zdjÄ…Å‚em spodenki, posadziÅ‚em jÄ… na nocnik – siedziaÅ‚a wierzgajÄ…c i drÄ…c ryja, że ona nie chce. A pod niÄ… Niagara – ale nie, ona nie zrobi siusiu. MÅ‚ody w pielusze i piżamie siada na drugim nocniku i drze ryja, że on chce kupÄ™. Dobra, zdjÄ…Å‚em mu spodenki, pieluchÄ™, sadzam. ZamknÄ…Å‚ siÄ™ – gót. MÅ‚oda nadal sika (obleciaÅ‚ mnie strach, bo pojemność nocnika jest ograniczona) i drze siÄ™, że ona nie chce siusiu. W koÅ„cu przestaÅ‚a sikać, mówiÄ™, żeby wytarÅ‚a pupÄ™ i szÅ‚a do wyra. MÅ‚oda drze ryja, że ona nie chce sama wycierać – kiedy siÄ™gam po papier histeryczny wrzask, że ona sama. MÅ‚ody drze ryja, że chce spać – zabieram go do pokoju, zakÅ‚adam pieluchÄ™ znów cudem ratujÄ…c zÄ™by. MÅ‚ody drze ryja, że on nie chce pieluchy, że chce kaszÄ™ – kurna, przeca dopiero wrÄ…baÅ‚ 300ml kaszy o konsystencji betonu. MÅ‚oda drze ryja z Å‚azienki, że ona chce, żeby jej wytrzeć pupÄ™. Zostawiam mÅ‚odego, w planie zrobienie nastÄ™pnej porcji betonu zaraz po zaÅ‚atwieniu tematu podcierania mÅ‚odej. MÅ‚oda w koÅ„cu sama opanowaÅ‚a temat, ale nie chce zaÅ‚ożyć spodenek i wyjść z Å‚azienki. Wrzask mÅ‚odego sÅ‚yszÄ™ już z kuchni. MÅ‚oda w koÅ„cu daje siÄ™ zaholować do wyra, ale drze ryja, że ona też chce kaszÄ™. IdÄ™ do kuchni, zrobić dwie porcje betonu. MÅ‚ody zaÅ›liniÅ‚ już poÅ‚owÄ™ podÅ‚ogi w kuchni, maÅ‚o nie wypierdalam siÄ™ na Å›liskim. OpÄ™dzajÄ…c siÄ™ nogÄ… od pÄ™tajÄ…cego siÄ™ w dole mÅ‚odego robiÄ™ dwie porcje kaszy. IdÄ™ z kaszÄ… do pokoju mÅ‚odych, mÅ‚ody nie daje siÄ™ przekonać, że kaszÄ™ niosÄ™ i zostaje w kuchni. DajÄ™ kaszÄ™ mÅ‚odej, w koÅ„cu milknie. Choć ona. IdÄ™ po mÅ‚odego, niosÄ™ go wierzgajÄ…cego i plujÄ…cego i drÄ…cego ryja do pokoju, kÅ‚adÄ™ do łóżeczka. ZobaczyÅ‚ w koÅ„cu kaszÄ™, maÅ‚o siÄ™ nie zrzygaÅ‚ z radoÅ›ci – cisza, oba ssaki sysajÄ…. SÅ‚aniam siÄ™ w stronÄ™ swojego wyra. Jeszcze nie dotarÅ‚em, jak wrzask. MÅ‚ody wytrÄ…biÅ‚ kaszÄ™ szybciej niż żul winiacza na rannym kacu i drze ryja, że butelka, że kuchnia, że tata, że źle, że … zabieram mÅ‚odego do kuchni, wrzuciÅ‚ butelkÄ™ do zlewu, wracamy do pokoju we wzglÄ™dnej ciszy. Wrzask, mÅ‚oda chce koniecznie buziaki i tulaki. Wrzask, bo odpÅ‚ywajÄ…cego mÅ‚odego wytrÄ…ciÅ‚a z półsnu. MÅ‚ody zdziera skarpetki, chce zdjąć spodenki i pieluchÄ™. I drze ryja, że chce kaszÄ™…

– Dobrze, wystarczy – Zmieniamy kwalifikacjÄ™ czynu z morderstwa ze szczególnym okrucieÅ„stwem na obronÄ™ koniecznÄ… i zamykamy sprawÄ™.

– DziÄ™kujÄ™, Wysoki SÄ…dzie!

… na prawach autocytatu, z FB z maja 2013.