Category Archives: dziecko

Naklejki „baby on board”

Jeżu, jak bul dópy niektórzy mają. I o co? O naklejki „Baby on board”? Z ludzi wyłazi złośliwość i brak empatii.

IMHO generalnie naklejki majÄ… sens.

Taka naklejka informuje, że w aucie może znajdować się ktoś niestabilny emocjonalnie. Dziecko nie potrafi się kontrolować. Możesz być najlepszym rodzicem na świecie a dziecko i tak wywali buta, odepnie się, rzuci zabawką, zacznie rzygać, udławi się skarpetką, nagle zacznie drzeć ryja, pociągnie za włosy, będzie coś koniecznie chciało itp. I możesz być cyborgiem urodzonym przez Colina McRae wydymanego przez Szumahera a i tak dziecko w aucie cię zaskoczy. Widzę naklejkę, to wiem, że trzeba zachować jeszcze większy dystans i czasem uzbroić się w cierpliwość. Bo przepisy przepisami, a życie życiem. Sam mam dwójkę, wiem coś o tym. I nie, nie jestem niedzielnym kierowcą, prawo jazdy mam od 20 lat, przejechałem jakieś pół miliona kilometrów, dziennie spędzam prawie dwie godziny w ruchu miejskim – widziałem niejedno.

Taka naklejka informuje, że do auta może wsiadać ktoś, o gorszej koordynacji ruchów. Dziecku czasem ciężko otworzyć drzwi, czasem otworzy je za szeroko. Warto zostawić takiemu trochę więcej miejsca na parkingu. Tak, jako rodzic pokryję koszty lakierowania twoich drzwi, jeśli moje dziecko w nie przypierdoli. Ale to ty będziesz się wkurwiał, że ałka, to ty będziesz szukał dobrego lakiernika, to ty przez parę dni nie będziesz mógł cieszyć się swoim autem. I żeby nie było – zwykle parkuję gdzieś dalej, nie pod samymi drzwiami marketu, bo miejsca dla rodzin zwykle są zajęte przez tych samotnych, co przyjechali sami dobrymi autami.

Taka naklejka informuje, że do auta mogę musieć wsadzić dziecko w fotelik. Albo w nosidle. Oznacza to, że muszę SZEROKO otworzyć drzwi. I jeśli są inne miejsca wolne w pobliżu będę bardzo wdzięczny, jeśli wybierzesz inne, nie o grubość lakieru od moich drzwi.

Naklejka z zielonym listkiem informuje, że autem jedzie ktoś, kto może potrzebować więcej czasu na zorientowanie się w otoczeniu, że kierujący może mieć problem z większym ruchem, że niektóre skrzyżowania mogą być jeszcze trochę za trudne. Może wbić czwórkę zamiast dwójki i zgasić auto. Może wbić prawy kierunek i skręcić w lewo. Nie powinien, ale to się MOŻE zdarzyć. I co z tego, że w razie kolizji on dostanie mandat. To ja będę miał uszkodzone auto, to ja będę musiał szlajać się po mechanikach i blacharzach. Nie warto. Prościej, taniej, bezpieczniej jest zostawić większy niż zwykle margines bezpieczeństwa i tolerancji.

Blachy z daleka. Prawie na pewno jedzie używając nawigacji i nie zna miasta. Prawie na pewno będzie musiał zmienić pas w ostatniej chwili na paru dziwniejszych trasach w rejonach, w których jeżdżę. Bo nie zna realiów i niektórych popapranych rozwiązań u nas. I co? Mam się na niego wkurzać? Mam w niego przywalić? Wolę zostawić margines.

Blachy z Malborka (no offence ;P). Nie dość, że gwałtownie zahamuje, to jeszcze potem przez pomyłkę wbije wsteczny. Będzie chciał zostawić auto na trzypasmówce i pójść do kiosku. Przy starszym aucie prawie na pewno po tym jak ruszy ze świateł będę musiał odczekać, aż opadnie zasłona dymna, zanim pojadę. Jak widzę GMB to zostawiam margines, jak przy baby on board, zielonym listku, blachach z Burkina Faso i babie za kierownicą razem wziętych. Bo tak jest taniej, prościej i mniej stresująco.

Zachowajcie dystans. I w życiu i na drodze. Bo przepisy przepisami, a życie życiem.

Szerokości.

Wyższe emerytury dla dzieciatych – stary temat

Może zamiast sponsorowania dzieciatych przez niedzieciatych podzielmy pulę emerytur na dzieciatą i niedzieciatą. Każde pieniądze pchane w system emerytalny były by dzielone między pule w stosunku 2:1 na korzyść puli dzieciatej. W ten sposób dzieci pośrednio zapewniałyby godziwą starość rodzicom. ;P

Mam dwójkę dzieci. Ponoszę bardzo konkretne koszty owej fanaberii. Powoduje to, że aktualnie nie stać mnie na odkładanie jakichś ekstra pieniędzy na starość. Ze swojej pracy utrzymuję siebie, swoją rodzinę i cholera wie jaką część systemu. Ja wiem, trzeba było sobie zawiązać na supeł, jeździłbym teraz nowoczesną limuzyną, gwizdałbym na ceny paliwa, stać by mnie było na duże mieszkanie w centrum miasta (chociaż w sumie po co, nie byłoby mi potrzebne bez dzieci) i do tego bym spokojnie sobie odłożył jakiś melonik albo dwa na koncie na wsparcie emerytury. Ale jakoś tak wyszło, że padło mi i ślubnej mej na nasze małe rozumki i zrobiliśmy sobie dwójkę dzieci. Dzieci, które dają nam od cholery radochy, ale też kosztują jak diabli. Praktycznie nie mamy żadnego wsparcia od państwa, ba! jesteśmy jeszcze za to karani.

Jebana polityka prorodzinna.

VAT na pieluchy – 23%, VAT na mleko – 23%, VAT na ubranka – 23%, VAT na sÅ‚oiczki, soczki, chusteczki, butelki, Å‚yżeczki – 23%. Kurwa, kupujÄ™ sobie smoczki i takie maÅ‚e Å‚yżeczki z gÅ‚adkiego, nietoksycznego plastiku aby sobie w dupie grzebać, dla przyjemnoÅ›ci, a co!

Prywatna opieka medyczna, bo czekać 48h na wolny termin u lekarza jak dziecko ma 40 stopni gorączki to jakaś pomyłka.

Prywatny żłobek, bo siedemsetne miejsce na liście rezerwowej to kpina.

Wożenie dzieci autem, bo kommiej jest taki, że strach czasem samemu jechać, a co dopiero z małym dzieckiem. A z dwójką to już w ogóle pomyłka. W paliwie VAT, akcyza, zarobek korporacji, łapówki dla polityków. A i tak rypią mi jeszcze kasę z auta gdzie się da. Drogi syfne, autostrady bandycko drogie, do teściów głupie 160km jedzie się 3.5h. Zgodnie z przepisami.

Przy markecie każdy buc zaparkuje na miejscu dla rodzin, bo bliżej. Ale ja ze zwalonym kręgosłupem niosę dziecko kilkadziesiąt metrów więcej. Przy kasie z pierwszeństwem też ludzie gapią się jak na zjawisko, jak z dziećmi drącymi japy z głodu proszę o przepuszczenie do przodu.

Dowalą nam teraz jeszcze opłaty śmieciowe. Bo wody idzie w chuj przy dzieciach. A śmieci wcale nie generujemy jakoś specjalnie dużo.

Ogólnie – ja nic od systemu nie chcÄ™. Ja tylko chcÄ™, aby system siÄ™ nie wpierdalaÅ‚ w moje życie i dodatkowo mnie nie karaÅ‚ za zapewnienie przyszÅ‚oÅ›ci jemu – systemowi, mnie i moim bliskim.

——————————————

Autocytat z przepaści fejsikowych postów.

O szczepieniach

KAŻDE działanie objęte jest pewnym ryzykiem. Zawsze to co robimy jest wynikiem pewnej kalkulacji zysku i ryzyka. Ja wysyłam 7-latkę po proste zakupy do Biedry. Musi przejść przez ulicę. Jest nauczona jak przechodzić przez jezdnię i robi to jak trzeba ale ZAWSZE jest ryzyko, że ją ktoś pierdolnie.

Więc to nie tak, że szczepienia są cudem wcielonym. Są ogromnym osiągnięciem, z którego korzystamy licząc się z pewnymi ich skutkami. Ale ryzyko nieszczepienia niesie za sobą tak ogromne ryzyko, że kalkulacja jest raczej oczywista.

To jak z chodzeniem po chodniku zamiast jezdnią. Robimy tak, bo jest to bezpieczniejsze. Zawsze może się trafić debil jadący chodnikiem, ale nie powoduje to, że przerzucamy się na domyślne chodzenie jezdnią ruchliwej ulicy.

 

Autocytat z fejsikowych odmętów komciów w wątku o szczepieniach.

Z życia idealnego ojca …

– MÅ‚ody obudziÅ‚ siÄ™ o 1 w nocy drÄ…c ryja, że chce kaszÄ™. OK, zrobiÅ‚em kaszÄ™, zatkaÅ‚ siÄ™. WychlaÅ‚ kaszÄ™, zaczÄ…Å‚ drzeć ryja, że on chce zanieść butelkÄ™ do zlewu. OK, wstaÅ‚em, poszedÅ‚em z mÅ‚odym do kuchni, wrzuciÅ‚ butelkÄ™ do zlewu. Idziemy do wyra, mÅ‚ody drze ryja, sprawdzam, pielucha zasikana na amen. ChcÄ™ zmienić pieluchÄ™, mÅ‚ody drze siÄ™, wierzga, pluje – dobra, w koÅ„cu zmieniÅ‚em mu pieluchÄ™. MÅ‚ody drze ryja, że on nie chce kocyka. WyÅ‚azi z wyra i lezie do nas do sypialni. No to mÅ‚odego pod pachÄ™ i do jego wyra. Wrzask i zdejmowanie skarpetek. WyrzuciÅ‚ skarpetki. Wrzask, bo on chce skarpetki. ZakÅ‚adam mu skarpetki, maÅ‚o mi nie wybiÅ‚ zÄ™bów wierzgajÄ…c, że on nie chce skarpetek. Wrzaski obudziÅ‚y mÅ‚odÄ…, która zaczęła drzeć ryja, że ona chce siusiu. No to mówiÄ™ – idź do Å‚azienki na nocnik. Ale ona nie, ona nie chce, ona nie pójdzie – wrzask. W koÅ„cu zostawiÅ‚em wyjÄ…cego mÅ‚odego w wyrze, zaniosÅ‚em mÅ‚odÄ… do Å‚azienki. Wrzask, bo ona nie chce Å›wiatÅ‚a – zapalonego w drugiej Å‚azience, abym gdzieÅ› ryja nie rozwaliÅ‚ na Å›cianie czy nie wdepnÄ…Å‚ w nocnik. Dobra, mÅ‚oda w Å‚azience, ja siÄ™ ewakuujÄ™, mogÄ™ zgasić Å›wiatÅ‚o w drugiej – gaszÄ™. Wrzask, bo ona chce Å›wiatÅ‚o. To zapalam jej Å›wiatÅ‚o w maÅ‚ej Å‚azience – źle, bo oczy bolÄ…, ale ona chce na kibelek, bo nie na nocnik, ale ona nie zdejmie spodenek, gdzie wyparowaÅ‚ stojÄ…cy spokojnie tuż obok stoÅ‚ek, ale ona nie chce na kibelek, ona chce na nocnik. W miÄ™dzyczasie drÄ…cy ryja mÅ‚ody przylazÅ‚, że on chce na nocnik. MÅ‚odej w koÅ„cu zdjÄ…Å‚em spodenki, posadziÅ‚em jÄ… na nocnik – siedziaÅ‚a wierzgajÄ…c i drÄ…c ryja, że ona nie chce. A pod niÄ… Niagara – ale nie, ona nie zrobi siusiu. MÅ‚ody w pielusze i piżamie siada na drugim nocniku i drze ryja, że on chce kupÄ™. Dobra, zdjÄ…Å‚em mu spodenki, pieluchÄ™, sadzam. ZamknÄ…Å‚ siÄ™ – gót. MÅ‚oda nadal sika (obleciaÅ‚ mnie strach, bo pojemność nocnika jest ograniczona) i drze siÄ™, że ona nie chce siusiu. W koÅ„cu przestaÅ‚a sikać, mówiÄ™, żeby wytarÅ‚a pupÄ™ i szÅ‚a do wyra. MÅ‚oda drze ryja, że ona nie chce sama wycierać – kiedy siÄ™gam po papier histeryczny wrzask, że ona sama. MÅ‚ody drze ryja, że chce spać – zabieram go do pokoju, zakÅ‚adam pieluchÄ™ znów cudem ratujÄ…c zÄ™by. MÅ‚ody drze ryja, że on nie chce pieluchy, że chce kaszÄ™ – kurna, przeca dopiero wrÄ…baÅ‚ 300ml kaszy o konsystencji betonu. MÅ‚oda drze ryja z Å‚azienki, że ona chce, żeby jej wytrzeć pupÄ™. Zostawiam mÅ‚odego, w planie zrobienie nastÄ™pnej porcji betonu zaraz po zaÅ‚atwieniu tematu podcierania mÅ‚odej. MÅ‚oda w koÅ„cu sama opanowaÅ‚a temat, ale nie chce zaÅ‚ożyć spodenek i wyjść z Å‚azienki. Wrzask mÅ‚odego sÅ‚yszÄ™ już z kuchni. MÅ‚oda w koÅ„cu daje siÄ™ zaholować do wyra, ale drze ryja, że ona też chce kaszÄ™. IdÄ™ do kuchni, zrobić dwie porcje betonu. MÅ‚ody zaÅ›liniÅ‚ już poÅ‚owÄ™ podÅ‚ogi w kuchni, maÅ‚o nie wypierdalam siÄ™ na Å›liskim. OpÄ™dzajÄ…c siÄ™ nogÄ… od pÄ™tajÄ…cego siÄ™ w dole mÅ‚odego robiÄ™ dwie porcje kaszy. IdÄ™ z kaszÄ… do pokoju mÅ‚odych, mÅ‚ody nie daje siÄ™ przekonać, że kaszÄ™ niosÄ™ i zostaje w kuchni. DajÄ™ kaszÄ™ mÅ‚odej, w koÅ„cu milknie. Choć ona. IdÄ™ po mÅ‚odego, niosÄ™ go wierzgajÄ…cego i plujÄ…cego i drÄ…cego ryja do pokoju, kÅ‚adÄ™ do łóżeczka. ZobaczyÅ‚ w koÅ„cu kaszÄ™, maÅ‚o siÄ™ nie zrzygaÅ‚ z radoÅ›ci – cisza, oba ssaki sysajÄ…. SÅ‚aniam siÄ™ w stronÄ™ swojego wyra. Jeszcze nie dotarÅ‚em, jak wrzask. MÅ‚ody wytrÄ…biÅ‚ kaszÄ™ szybciej niż żul winiacza na rannym kacu i drze ryja, że butelka, że kuchnia, że tata, że źle, że … zabieram mÅ‚odego do kuchni, wrzuciÅ‚ butelkÄ™ do zlewu, wracamy do pokoju we wzglÄ™dnej ciszy. Wrzask, mÅ‚oda chce koniecznie buziaki i tulaki. Wrzask, bo odpÅ‚ywajÄ…cego mÅ‚odego wytrÄ…ciÅ‚a z półsnu. MÅ‚ody zdziera skarpetki, chce zdjąć spodenki i pieluchÄ™. I drze ryja, że chce kaszÄ™…

– Dobrze, wystarczy – Zmieniamy kwalifikacjÄ™ czynu z morderstwa ze szczególnym okrucieÅ„stwem na obronÄ™ koniecznÄ… i zamykamy sprawÄ™.

– DziÄ™kujÄ™, Wysoki SÄ…dzie!

… na prawach autocytatu, z FB z maja 2013.