O tarczach hamulcowych

Bo ludziom się wydaje, że będą mieli nimi gdzie szybciej jeździć.

Widzisz, problem polega na tym, że ciągle operujemy w dwóch rozłącznych przestrzeniach logicznych.

Ja – i jeszcze np Marcin – mówimy o cywilnej jeździe po publicznych drogach w Polsze. W takich warunkach prędkość maksymalna przez większość czasu dla przeciętnego zjadacza marfefki jest wyznaczona (upraszczając) na 50 w mieście i 90 poza miastem, 120 na ekspresówkach (nie wszystkich) i 140 przy wyjeździe na wakacje albo święta. W takich zakresach prędkości mając rozum w głowie a nie w bucie seryjne hamulce na defaultowych oponach w przerośniętym kompakcie, jakim jest Octavia – wystarczają z palcem w zupie. Między kolejnymi hamowaniami jest dość czasu, aby tarcze ostygły i pracowały jak należy.

Z kolei paru szybkich i wściekłych – nie będę wskazywał palcem – żyje w przeświadczeniu, że cały świat jest jednym wielkim torem wyścigowym i na każdej prostej są gotowi położyć dwie paki na blat. Dla nich jazda po mieście oznacza strzał spod świateł i ekstremalne hamowanie kilka sekund później na następnych światłach. Obca im najwyraźniej jest koncepcja płynności ruchu, hamowania silnikiem i zachowywania się na publicznej drodze w sposób przewidywalny i określony w kodeksie ruchu drogowego.

Owszem, są tacy, którzy nie żyją na torze a są po prostu drogowymi nieogarami i dla nich tarcze rozmiaru koła z wozu drabiniastego będą za małe by odprowadzić ciepło z ciągłego hamowania na kilkukilometrowym zjeździe. Im docelowo każde auto się albo zepsuje albo je rozbiją – pozostaje tylko się modlić, aby stało się to, zanim kogoś skrzywdzą.

Jeśli potrzebujesz auto do zwykłej jazdy a nie do zapierdalania po torze to seria w 100% wystarczy. Zwykle przy hamowaniu to zawodzi nasza różowoszara galaretka, nie auto. Jesteśmy w drodze rozproszeni, nie zachowujemy właściwych odstępów, jedziemy za szybko, uważamy, że jakoś to będzie. Możesz kupić GTR-a, R8 czy Countach – ale żadnego z nich w normalnym, cywilizowanym ruchu nie wykorzystasz nawet w 10% – również przy hamowaniu. A 100% możliwości tych aut jesteś w stanie wykorzystać legalnie tylko na dobrym torze i to po latach nauki.

Smutna niestety obserwacja życia na drogach pokazuje, że jak już ktoś dociuła do tego przechodzonego RS4, eMopakieta czy nawet weźmie w leasing porsche to wydaje mu się, że jest lepszy i może więcej. I zapomina, że może i może, ale mu nie wolno. I parkuje jak buła na przejściu dla pieszych, albo na miejscu dla inwalidy, bo tam więcej miejsca i żeby mu nie obili drzwi, cisną dwa złote z groszami po ekspresówkach i autostradach uniemożliwiając innym bezpieczne poruszanie się zgodne z zasadami.

Patrząc na to wszystko, widząc degradację drogowych zachowań wprost proporcjonalną do możliwości lub ceny auta cieszę się, że jestem tylko szarym kurakiem w kapeluszu spokojnie ciągnącym zgodnie z przepisami prawym pasem seryjnym golfem z biedronki. I marzę, aby żaden szybki-ale-bezpieczny nie pozbawił mnie kiedyś możliwości dojechania do celu.

====

Autocytat z odmętów bunia,  z dyskusji o rozmiarze tarcz hamulcowych na grupie OCP.

Po trupach do celu

Zbiór notatek z postów buniowych w sprawie zagrożeń bezpieczeństwa stwarzanych przez szmaty wyborcze na skrzyżowaniach i przejściach dla pieszych.

===============

Dziękuję Wam gdańszczanki i gdańszczanie za zaufanie! Według sondażu, który przeprowadziła Gazeta Wyborcza, pierwsza…

Publiée par Paweł Adamowicz sur Dimanche 14 octobre 2018

Kiedy doczekamy się, aby SM wspólnie z GZDiZ usunęła zagrażające nam plakaty wyborcze? Wszystkich opcji, w tym również Pańskiej. GZDiZ twierdzi, że to nie ich problem a SM problemu nie widzi.

Zapraszam do zapoznania się z fotkami: https://www.facebook.com/zbigniew.jarosik/posts/10217677489954461?__tn__=-R

Parę lat temu przerabialiśmy reklamę pana Zdanowicza na estakadzie przy Galerii Bałtyckiej. Teraz jadąc WZ-ką można na wiadukcie w ciągu Cedrowej zobaczyć między innymi Pana banner wyborczy. Rozporządzenie ministerialne mówi, że nie wolno.

Szczerze powiedziawszy czuję, że jako politycy macie w poważaniu nasze bezpieczeństwo i pozwalacie komitetom wyborczym na samowolę. Dla wszystkich kandydatów ważniejsze jest zwycięstwo w wyborach niż porządek i bezpieczeństwo.

DZIĘKUJEMY wszystkim wam za sprzedanie nas.

===============

Największy żal mam do Gdański Zarząd Dróg i Zieleni, że dopuszcza do zasyfienia skrzyżowań i rejonów przejść dla pieszych. Już nawet abstrahując od istniejących przepisów jest jeszcze coś takiego jak zdrowy rozsądek, który mówi, że umieszczanie czegokolwiek rozpraszającego w rejonie przejść i skrzyżowań jest po prostu złe. A GZDiZ ma przecież możliwość niewyrażenia zgody na zajęcie pasa drogowego w miejscach, gdzie MOŻE to stwarzać zagrożenie. I – podkreślam – mówimy tu o instytucji, której obowiązkiem jest dbanie o to, by drogi były dla nas bezpieczne. 10m w każdą stronę od każdego przejścia, skrzyżowania i miejsca włączania się do ruchu powinno być święte.

Druga rzecz – w kwestiach bezpieczeństwa każda sytuacja sporna powinna być rozpatrywana na korzyść zwiększania bezpieczeństwa. SM przyjechało, spojrzało, uznało, że nie stanowi, pojechało. A ja wyjeżdżam między tymi szmatami co dzień. Oni widzą różne rzeczy, ja widzę to skrzyżowanie co najmniej dwa razy dziennie. Oni widzą ruch na Myśliwskiej przez kilka minut, ja nieraz stoję długie kwadranse na balkonie i nie mogę uwierzyć, co tu się odwala.

Jest źle, Panie Prezydencie. Jest źle. Nasze bezpieczeństwo za wasz sukces. Ale – cytując Lorda Farquaada – jest to poświęcenie, na które jesteście gotowi.

Ponownie – DZIĘKUJEMY.

================

Radio Gdańsk S.A., Trojmiasto.pl, brd24.pl – weźmiecie się za temat grupy ludzi owładniętych ambicją i manią władzy tak…

Publiée par Zbigniew Jarosik sur Dimanche 14 octobre 2018

Radio Gdańsk S.A., Trojmiasto.pl, brd24.pl – weźmiecie się za temat grupy ludzi owładniętych ambicją i manią władzy tak potężną, że mają gdzieś nasze bezpieczeństwo?

Trochę fotek z gdańskich ulic. Wszystkie te miejsca są felerne – albo ograniczają widoczność pieszym, albo ograniczają widoczność pieszych, albo zasłaniają znaki albo są umieszczone tak, że mogą rozpraszać kierowcę. Dla każdego z tych zdjęć mogę podać dokładną lokalizację.

Wiele z tych miejsc zgłaszałem już do Gdański Zarząd Dróg i Zieleni przez Kontakt Gdańsk oraz do SM Gdańsk, w kilku przypadkach pokazując palcem patrolom problematyczne miejsca. ŻADNA ze zgłoszonych szmat nie została usunięta.

Gdański Zarząd Dróg i Zieleni zasłania się Art 110 § 5. Kodeksu Wyborczego spychając sprawę na SM zapominając, że problemu mogło nie być, gdyby skorzystali z Art 110 § 1. i nie udzielili zgody na obwieszanie wyjazdów z posesji, okolic przejść dla pieszych i skrzyżowań.

Nie rozumiem czemu jednostka miejska odpowiedzialna za – jak sama nazwa wskazuje – zarządzanie drogami pozwala na zaśmiecanie pasa drogowego w sposób stwarzający jak nie zagrożenie to przynajmniej wywołujący dyskomfort użytkowników.

Prawo polityków do wieszania się na słupach nie może być nadrzędne względem prawa ogółu mieszkańców do bezpiecznego korzystania z dróg.

Przerzucanie odpowiedzialności na SM powoduje, że cała sprawa się rozmywa. Jest to służba niedoinwestowana, z brakami kadrowymi, dowalanie im jeszcze rzeczy które Gdański Zarząd Dróg i Zieleni powinien ogarnąć we własnym zakresie jest zwykłą spychologią prowadzącą do nierozwiązania problemu.

Kolejny dzień włączając się do ruchu widzę szmaty na słupach a nie nadjeżdżające samochody. Na kolejnych przejściach widzę szmaty a nie zbliżających się pieszych.

10 metrów od przejść dla pieszych powinno być święte. Obszary skrzyżowań z obszarem 10m do skrzyżowań powinny być święte. Wszelkie rozpraszacze w obszarze, gdzie pojazdy włączają się do ruchu przecinając ciągi piesze powinny być zakazane. Niech się politycy wieszają na słupach w miejscach, gdzie nie będą przeszkadzać nam, mieszkańcom, w nierobieniu sobie i innym krzywdy.

Paweł Adamowicz, Miasto Gdańsk, Kontakt Gdańsk, Radio Gdańsk S.A., Trojmiasto.pl – to jest właśnie to, o czym marudzę od dawna – nie ma z kim rozmawiać, nikt nie chce się podpisać pod odpowiedzialnością, nie ma komu wyegzekwować naszego bezpieczeństwa, o wygodzie i estetyce już nie wspominając.

=================

Publiée par Zbigniew Jarosik sur Dimanche 14 octobre 2018

Zbigniew Jarosik Szkoda, że wy nie reagujecie równie szybko na zagrożenia, jakie generują dla nas szmaty wyborcze wiszące na skrzyżowaniach, przy przejściach dla pieszych i przy wyjazdach z posesji.

Gdański Zarząd Dróg i Zieleni Panie Zbigniewie,
kolejny raz informujemy o przepisie, który reguluje
Art 110 § 5. Kodeksu Wyborczego – Policja lub straż gminna jest obowiązana usuwać na koszt komitetów wyborczych plakaty i hasła wyborcze, których sposób umieszczenia może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo bezpieczeństwu mienia bądź bezpieczeństwu w ruchu drogowym. Pozdrawiamy

Zbigniew Jarosik Gdański Zarząd Dróg i Zieleni przepraszam, ale … bla-bla-bla.

To wy zarządzacie drogami w Gdańsku, to wy wyrażacie zgodę na zajęcie pasa drogowego i to wy powinniście zajmować się wyegzekwowaniem poprawności owego zajęcia. Dopiero w sytuacjach spornych lub w przypadku braku reakcji na wezwanie powinna wkraczać SM i walić mandaty plus wzywać najdroższą firmę w mieście do usunięcia śmietnika i obciążać kosztami komitety wyborcze.

10 metrów od przejść dla pieszych powinno być święte. Obszary skrzyżowań z obszarem 10m do skrzyżowań powinny być święte. Wszelkie rozpraszacze w obszarze, gdzie pojazdy włączają się do ruchu przecinając ciągi piesze powinny być zakazane. Niech się politycy wieszają na słupach w miejscach, gdzie nie będą przeszkadzać nam, mieszkańcom, w nierobieniu sobie i innym krzywdy.

Zbigniew Jarosik Nie rozumiem czemu jednostka miejska odpowiedzialna za – jak sama nazwa wskazuje – zarządzanie drogami pozwala na zaśmiecanie pasa drogowego w sposób stwarzający jak nie zagrożenie to przynajmniej wywołujący dyskomfort użytkowników.

Prawo polityków do wieszania się na słupach nie może być nadrzędne względem prawa ogółu mieszkańców do bezpiecznego korzystania z dróg.

Przerzucanie odpowiedzialności na SM powoduje, że cała sprawa się rozmywa. Jest to służba niedoinwestowana, z brakami kadrowymi, dowalanie im jeszcze rzeczy które Gdański Zarząd Dróg i Zieleni powinien ogarnąć we własnym zakresie jest zwykłą spychologią prowadzącą do nierozwiązania problemu.

Kolejny dzień włączając się do ruchu widzę szmaty na słupach a nie nadjeżdżające samochody. Na kolejnych przejściach widzę szmaty a nie zbliżających się pieszych.

Paweł Adamowicz, Miasto Gdańsk, Kontakt Gdańsk, Radio Gdańsk S.A., Trojmiasto.pl – to jest właśnie to, o czym marudzę od dawna – nie ma z kim rozmawiać, nikt nie chce się podpisać pod odpowiedzialnością, nie ma komu wyegzekwować naszego bezpieczeństwa, o wygodzie i estetyce już nie wspominając.

Zbigniew Jarosik Gdański Zarząd Dróg i Zieleni Przepraszam, tak mi się właśnie rzuciło w oczy, że raczycie bardzo wybiórczo cytować kodeks wyborczy.

Art 110 § 1. Kodeksu Wyborczego – Na ścianach budynków, przystankach komunikacji publicznej, tablicach i słupach ogłoszeniowych, ogrodzeniach, latarniach, urządzeniach energetycznych, telekomunikacyjnych i innych można umieszczać plakaty i hasła wyborcze wyłącznie po uzyskaniu zgody właściciela lub zarządcy nieruchomości, obiektu albo urządzenia.

Podsumowując – olaliście nasze bezpieczeństwo pozwalając komitetom wyborczym na obwieszanie w pasie drogowym miejsc takich jak wyjazdy z posesji, skrzyżowania, okolice przejść dla pieszych, itp.

DZIĘKUJEMY.

Q50 – zegarek/telefon/lokalizator

Parę miesięcy temu kupiliśmy młodej Q50 – tani lokalizator w formie zegarka.

Podstawowym założeniem przy zakupie była możliwość komunikacji z dzieckiem, nie lokalizacja, więc kiepskie opinie mnie średnio przestraszyły.

Wnioski po kilku miesiącach okazjonalnego używania? Wart swojej ceny. Znaczy – jest tani nie bez powodu.

Zacznijmy od zalet:

  • na pewno cena – poniżej 100pln – w razie zgubienia/zniszczenia nie żal jakoś specjalnie
  • rozmiar i wyprofilowanie – idealnie pasuje na rękę dziecka
  • książka telefoniczna – dziecko może dzwonić tylko pod wpisane numery
  • przyciski szybkiego dzwonienia pod 2 numery
  • wyświetlacz OLED – idealnie czytelny
  • filtr numerów upoważnionych do zadzwonienia na Q50 – marketerzy nie dopadną dziecka
  • odporność mechaniczna – młoda JESZCZE go nie zepsuła
  • odporność na zachlapanie – jakaś jest, młoda 2 razy go zalała, nadal działa
  • brak gier/aparatu/kolorów/bajerów – po 2 dniach już dziecka nie rozprasza
  • przyjemny w dotyku (serio)

Wady:

  • czas pracy na baterii – zapomnijcie o weekendowym wypadzie pod namiot bez powerbanka – 36h to MAX; jeśli wersja OLED drugiego dnia ledwie zipie to nie chcę myśleć nawet o LCD
  • grubość – mógłby być cieńszy – dziecko miewa problem z kurtką, w której są dość mocne ściągacze na rękawach
  • zaślepka portu ładowania – czasem ciężko ją wcisnąć tak, aby się dobrze trzymała
  • lokalizacja – zapomnijcie o precyzyjnym śledzeniu dziecka – i w kwestii czasu jak i miejsca. Namiar pływa, czasem w ogóle nie łapie fixa, czasem przez kilka godzin nie ma aktualizacji choć wiem, że dziecko jest na świeżym powietrzu – pomaga co jakiś czas komunikacja appki z zegarkiem, ale nie zawsze
  • aplikacja – gniot – przynajmniej MyFrap! Jest jeszcze SeTracker, ale mi nie chciał złapać zegarka, u kumpla działa i appka jest lepsza jakościowo. Znaczy MyFrap! robi co ma robić, ale appka ta jest straszna. Niewygodna, brzydka, nieintuicyjna.
  • brak wodoodporności – dystrybutorzy odcinają się od odpowiedzialności za zalanie, choć konstrukcja zegarka sugeruje, że może być wodoodporny.

Podsumowując – produkt wart swojej ceny. Jest tanio za poślednią jakość. Świetnie się sprawdził u nas jako telefon dla dziecka, ale nie odważyłbym się go użyć jako lokalizatora np na Woodstocku. W przypadku dziecka 7+ z jakimś już rozumem i poczuciem odpowiedzialności – sprawdzi się. Dla 3-latka, którego trzeba szukać na plaży czy w centrum handlowym, bo ma lęki separacyjne na poziomie -100 a ciekawość świata 15/10 – odpada.

 

Power Rangers 2017

W sumie gniot. Jak wszystkie PR. Ale przyjemnie odświeżony, parę sensownych pomysłów. Rita przyjemnie brutalna. Bohaterowie tylko trochę debilni. W filmie niewiele się dzieje, finałowa rozwałka trochę bez bigla, choć dzięki przyzwoitemu CGI niegumowa.

Patosik, poprawność polityczna, trochę nuda. Nieśmieszne.

4/10, na zwyrolu 3/10.

 

Murder on the Orient Express

Wow.

Dawno nie oglądałem czegoś tak dobrego. Nie jest to mój mainstream (wiem, to guilty pleasure, ale lubię blockbustery ;D), ale film trzymał mnie od początku do końca.

Film jest klasyczną opowieścią w bardzo dobrym opakowaniu. Nie czytałem książki, widziałem kilka różnych filmów na motywach tej powieści – ten konkretny wymiata. Wypada chyba w końcu dobrać się do źródła.

Doskonały wizualnie, wspaniałe ujęcia, pomysłowe, ale nie nachalne. Efektowny, ale nie efekciarski. Świetna charakteryzacja, kostiumy.

Doskonali aktorzy. Świetna gra aktorska. Bardzo ciekawe przedstawienie postaci.

Akcji właściwie brak. Tu nie ma strzelanin, szalonych pościgów, zabawnych gagów. Klasycznie, powoli, przemyślanie.

Bardzo uczciwe 8/10, obiektywne jak i na zwyrolometrze.

Polecam na spokojne popołudnie w wyrku, może być pod lampkę wina jak ktoś lubi, na pewno nie pod popcorn.

Baywatch 2017

Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu, to … nigdy tego nie róbcie.

Ten film jest fatalny, kretyński, debilny, głupi, beznadziejny, słaby, denny. Jest słaby jak gimbus na kacu po trzech dniach balowania. Jest rzygiem bezsensu, zlepikiem absolutnie kuriozalnych gagów dyndających na obrzeżach skrawków wysranego scenariusza.

Jedyny powód, żeby zobaczyć ten film, to falujące cycki.

Ok, to dwa powody.

… skoro moja żona już dalej nie czyta, bo jest w drodze, aby obić mi gębę to mogę już pisać zgodnie ze zwyrologustem moim bez ryzyka, że straci do mnie całkiem szacunek.

Film jest słaby. Serio-serio, jest słaby. Ale jeśli znajdziecie go gdzieś kiedyś dołączonego do jakiejś Klaudii albo innego Wprostu na wyprzedaży za 7.99 – albo na rynku na stoisku z samymi płytami po 1.99 – to można kupić i puścić gdzieś w tle przy okazji jakiejś dobrze zbakanej imprezy, choćby po to, aby zobaczyć Davida i Pamelę.

Jest parę momentów, kiedy nutka nostalgii lekko dyga w rytm lekko zawstydzonego chichotu, jest parę scen prawie niekiepskich. Wszystko to okraszone momentami CGI rodem z filmów klasy Ę, choć wydaje mi się, że był to zabieg celowy, bo w dzisiejszych czasach to nie kosztuje aż tak dużo.

Szacun dla Rocka, za dystans do siebie, bo tego filmu na poważnie to się chyba nie dało robić, a on chyba jeszcze finansowo tak nie poleciał, aby musieć łapać się tego typu produkcji. Bo ten film można poważnie potraktować tylko w kategorii kręcenia beki z oryginału. Choć nadal beki słabej i ledwie w paru momentach zabawnej.

Obiektywnie 3/10, na zwyrolometrze też 3/10, a i to tylko z szacunku dla obsady.

Najszybsza Tesla ever

Elon Musk i cała ekipa ze SpaceX mogą być z siebie dumni. Zrobili kawał dobrej roboty, pokazali, że się da, pokazali, że nie ma rzeczy niemożliwych.

SpaceX jako pierwsze przerobiło Teslę na gaz. I zrobili to szybciej, niż my, Polacy.

SpaceX jako pierwsze zrobiło auto elektryczne o sensownym zasięgu.

SpaceX jako pierwsze zabezpieczyło auto przed kradzieżą – nawet nasi nie dadzą rady. Przynajmniej w tym dziesięcioleciu.

SpaceX jako pierwsze postanowiło zaparkować auto w sposób absolutnie bezsensowny, nieosiągalny nawet dla Janusza z Białołęki, pokazali, że na Ziemi już naprawdę nie ma gdzie parkować.

 

Zaklęcie doktora Pai-Chi-Wo

Kupa mięci, bo czasem potrzebne:

Idzia Bidzia Min
Sua Hua Wej Sua Tin
Ken Do Hen Do Mej
Tchonze Hua Sua Pien Do Sien

Sian Sian O Sian Hua
Shalen Khunku Phunku
Johen Dohen Kohen Tua
Shin Chin Le Saj Kunku

Idzia Bidzia San
Dua Mua Wej Tua Lan
Ken Do Hen Do Lej
Mienthie Hua Duo Cugo Dej

Sian Sian O Sian Hua
Shalen Thunku Phunku
Johen Dohen Kohen Tua
Shin Chin Le Saj Kunku

Naklejki „baby on board”

Jeżu, jak bul dópy niektórzy mają. I o co? O naklejki „Baby on board”? Z ludzi wyłazi złośliwość i brak empatii.

IMHO generalnie naklejki mają sens.

Taka naklejka informuje, że w aucie może znajdować się ktoś niestabilny emocjonalnie. Dziecko nie potrafi się kontrolować. Możesz być najlepszym rodzicem na świecie a dziecko i tak wywali buta, odepnie się, rzuci zabawką, zacznie rzygać, udławi się skarpetką, nagle zacznie drzeć ryja, pociągnie za włosy, będzie coś koniecznie chciało itp. I możesz być cyborgiem urodzonym przez Colina McRae wydymanego przez Szumahera a i tak dziecko w aucie cię zaskoczy. Widzę naklejkę, to wiem, że trzeba zachować jeszcze większy dystans i czasem uzbroić się w cierpliwość. Bo przepisy przepisami, a życie życiem. Sam mam dwójkę, wiem coś o tym. I nie, nie jestem niedzielnym kierowcą, prawo jazdy mam od 20 lat, przejechałem jakieś pół miliona kilometrów, dziennie spędzam prawie dwie godziny w ruchu miejskim – widziałem niejedno.

Taka naklejka informuje, że do auta może wsiadać ktoś, o gorszej koordynacji ruchów. Dziecku czasem ciężko otworzyć drzwi, czasem otworzy je za szeroko. Warto zostawić takiemu trochę więcej miejsca na parkingu. Tak, jako rodzic pokryję koszty lakierowania twoich drzwi, jeśli moje dziecko w nie przypierdoli. Ale to ty będziesz się wkurwiał, że ałka, to ty będziesz szukał dobrego lakiernika, to ty przez parę dni nie będziesz mógł cieszyć się swoim autem. I żeby nie było – zwykle parkuję gdzieś dalej, nie pod samymi drzwiami marketu, bo miejsca dla rodzin zwykle są zajęte przez tych samotnych, co przyjechali sami dobrymi autami.

Taka naklejka informuje, że do auta mogę musieć wsadzić dziecko w fotelik. Albo w nosidle. Oznacza to, że muszę SZEROKO otworzyć drzwi. I jeśli są inne miejsca wolne w pobliżu będę bardzo wdzięczny, jeśli wybierzesz inne, nie o grubość lakieru od moich drzwi.

Naklejka z zielonym listkiem informuje, że autem jedzie ktoś, kto może potrzebować więcej czasu na zorientowanie się w otoczeniu, że kierujący może mieć problem z większym ruchem, że niektóre skrzyżowania mogą być jeszcze trochę za trudne. Może wbić czwórkę zamiast dwójki i zgasić auto. Może wbić prawy kierunek i skręcić w lewo. Nie powinien, ale to się MOŻE zdarzyć. I co z tego, że w razie kolizji on dostanie mandat. To ja będę miał uszkodzone auto, to ja będę musiał szlajać się po mechanikach i blacharzach. Nie warto. Prościej, taniej, bezpieczniej jest zostawić większy niż zwykle margines bezpieczeństwa i tolerancji.

Blachy z daleka. Prawie na pewno jedzie używając nawigacji i nie zna miasta. Prawie na pewno będzie musiał zmienić pas w ostatniej chwili na paru dziwniejszych trasach w rejonach, w których jeżdżę. Bo nie zna realiów i niektórych popapranych rozwiązań u nas. I co? Mam się na niego wkurzać? Mam w niego przywalić? Wolę zostawić margines.

Blachy z Malborka (no offence ;P). Nie dość, że gwałtownie zahamuje, to jeszcze potem przez pomyłkę wbije wsteczny. Będzie chciał zostawić auto na trzypasmówce i pójść do kiosku. Przy starszym aucie prawie na pewno po tym jak ruszy ze świateł będę musiał odczekać, aż opadnie zasłona dymna, zanim pojadę. Jak widzę GMB to zostawiam margines, jak przy baby on board, zielonym listku, blachach z Burkina Faso i babie za kierownicą razem wziętych. Bo tak jest taniej, prościej i mniej stresująco.

Zachowajcie dystans. I w życiu i na drodze. Bo przepisy przepisami, a życie życiem.

Szerokości.