Category Archives: fun

Deadpool

Pierwszy od dawna film, w którym wątek romantyczny nie obsysał.

Pierwszy od dawna film dla dorosłych, na którym rżałem jak głupi.

Pierwszy od dawna film, który był głupi bo miał być głupi i do tego był dobrze głupi.

Pierwszy od dawna film o superbohaterach, który nie ociekał patosem.

Pierwszy od dawna film, który tak wdzięcznie ociekał bezsensowną przemocą.

Pierwszy od dawna film, który broni się treścią a nie pieniędzmi.

Obiektywnie uczciwe 6.5/10.

Na zwyrolometrze 9/10. Tylko 9, bo głupich tekstów mogło być więcej, mogły być jeszcze bardziej niepoprawne politycznie i Colossus bezsensownie zasłonił łapą to co najciekawsze.

Cepra jeżdżenia po górach dekalog.

  1. Jeśli jechałeś trasą nawet 10 razy a jedziesz nią nocą – jedziesz nią po raz pierwszy
  2. Podwójna ciągła dla autochtonów to co najwyżej pewna sugestia stylu życia – nie prawo fizyki
  3. To, że gdzieś się da wjechać to nie znaczy, że należy
  4. To, że gdzieś należy wjechać to nie znaczy, że się da
  5. 4×4 to nie to samo, co 2 stopy prześwitu
  6. Nie próbuj dotrzymać kroku lokalsowi, który właśnie cię wyprzedził. Nawet jeśli to Kadett pamiętający premierę M$ DOSa 3.31
  7. Możesz próbować dotrzymać kroku lokalsowi w rozsypującym się Kadecie, jeśli jesteś pierworodnym synem Juhy Kankkunena, Carlosa Sainza i Colina McRae z implantami od Kubicy.
  8. Nawet jeśli jesteś drogowym mutantem gonienie Kadetta wymaga kombinezonu zdolnego odprowadzić wiadro gówna po każdym zakręcie
  9. Znak ograniczenia do 40 powinien być czytany „CZTERDZIEŚCI, KURWA!”
  10. Z dróg widoki są piękne, ale … PATRZ NA DROGĘ!!!

Terminator Genisys

ARNIIIIIIIIIIII!!!

Film jest gniotem. Odgrzewana franczyza, resztki scenariusza powiewają gdzieś na marginesie przysłonięte cyckami Khaleesi, zakończenie typu love, peace ‚n kwiatek w dupę, dramatyczna przewidywalność akcji, brak jakiegoś głębszego thrillu i Kyle zupełnie z dupy i do dupy. Ogólnie 4/10 – w tym ekstra punkt za cycki Khaleesi.

Arni dał radę. Jest beznadziejnie drewniany – nie musi grać robota. Świetnie zestawiono młodego T-800 ze starym. Pomysł na wykorzystanie w filmie wiekowego już przecież aktora – bezbłędny. Jak Leonarda Nimoya w Into Darkness. Generalnie Pan Emeryt – perełka. Mam córkę, więc już zaczynam ćwiczyć jego uśmiech.

CGI na najwyższym poziomie. Nie ma do czego się przyczepić. Obraz wgniata w fotel i obrzuca popcornem. Efekciarstwo mnie usatysfakcjonowało.

Bawiłem się rewelacyjnie – 8/10.

Lubię zapierdalać (TM)

Jedziesz sobie autostradą radosne dwie paczki.

Ja jadę prawym pasem w kolumnie stwierdzam, że czas łyknąć tego matiza, zerkam w lustro, widzę, że czysto, dokręcam z tych 110 na 130, wbijam lewy, zerkam, widzę ciebie jakieś 100m za mną, czyli fpizdu daleko, zjeżdżam na lewy dokręcając powoli do 140 (mam tylko 100 kobył pod maską), tobie akurat pociekło z nosa, więc rozproszyło ci uwagę, wycierasz nos chusteczką, tracisz w ten sposób cenne dwie sekundy i 30m dystansu, widzisz, że pojawiłem ci się na drodze jak betonowa ławeczka, niecała sekunda na uwierzenie oczom i kopnięcie hamulca – a następne 15m poszło się kochać.

Zostało 50m dystansu, 60km/h różnicy prędkości.

Masz dobre auto, dobre heble, dobre opony, gwałtownie wytracasz prędkość, kończysz hamowanie 15m za mną mając ciut poniżej 140km/h, wsio jest cacy. Oddychasz z ulgą, gacie nadal suche i czyste, zapierdalałeś, ale chociaż jakiś gerber ci wyskoczył jak ostatni idiota to dałeś radę, wszystko jest OK.

W tym momencie w dupę ci wjeżdża z prędkością 200km/h Audi A6. 22letni gnojek nawet nie zaczął hamować, bo akurat pisał SMS-a, ale nie uważał na drodze, bo ten przed nim – ty – tak ładnie jechał to się podpiął.

Właśnie puściłeś hebel, więc dostajesz w dupę 1.5 tonowym klockiem z przewagą 60km/h i nic, poza bezwładnością nie ogranicza ruchu postępowego twojego auta, więc wpierdalasz się w mój kufer.

W audi pęka lewy wahacz, robiony przez wujka migomatem po pijaku, gablota uderza w barierę energochłonną tak nieszczęśliwie, że przekoziołkowuje na przeciwbieżną nitkę trafiając w bok bentleya continentala.

W bentleju ze strachu laska robiąca laskę nieślubnemu synowi Putina odgryza mu rodzinne precjoza, ten zaś będąc progeniturą Stalowego Włodzimierza opanowuje gablotę, odpala telefon satelitarny, dzwoni do ojczula i składa mu raport mówiący, że dokonano właśnie zamachu na linię genetyczną Ojca Rodiny. Putin akurat będący na kacu po spotkaniu z Kim Ir Senem łapie ciężkiego wkurwa, że znów Polaczki mu robią koło pióra każe w trybie natychmiastowym odpalić wszystko, co jest wycelowane w Lechistan.

Hamerykanie widząc, że Putin się podłożył atakując nic nie znaczącego sojusznika widzą świetną okazję, aby przygotować sobie miejsca parkingowe na wschodzie Jewropy i odpalają małe co nieco na drugą stronę żelaznej kurtyny.

Ledwie stęknęły wyrzutnie gwiaździstego sztandaru głosiciele jedynej słusznej pokojowej religii aby nie dopuścić do rozpanoszenia się zachodniego zepsucia odpalają swoje brudne walizki w co bardziej znaczących miastach niewiernych i oczywiście próbują zrównać z ziemią domy Narodu Wybranego.

Koreańczyki Północniki nie chcąc być gorszymi w wymachiwaniu szabelką sadzą pieczarki na południowym końcu półwyspu, dorzucając jeszcze Japsom po jednej na Hiroshimę i Nagasaki, coby pewnej tradycji stało się zadość.

Kitajce dołączają się do globalnego nuklearnego holokaustu bombardując samobójczo Pekin, Sachalin i Pearl Harbour aby również nie być gorszymi w celebrowaniu przeszłości.

Pakistan i Indie w końcu orientują się, że jest okazja w końcu dupnąć swoimi grzybkami i wymieniają się uprzejmościami.

Na orbicie okołoziemskiej delegacja obserwatorów z Tau Ceti stwierdza, że jesteśmy jednak tak beznadziejni, że stanowimy zagrożenie nie tylko dla siebie ale może i dla cywilizacji międzygwiezdnej, więc zrzucają na nas pastylkę z nanorobotami, które w ciągu tygodnia doprowadzają do skumulowania całego materiału promieniotwórczego Ziemi w jednym miejscu. Przemieszczenie miliardów ton urobku powoduje destabilizację skorupy, odparowanie mórz, i generalnie zagładę naszej cywilizacji co i tak nie ma specjalnego znaczenia, bo dzięki idealnej synchronizacji czasowej megageologiczny ładunek nuklearny rozpierdala nasz radosny grajdołek w pas asteroidów.

Co może w sumie nie jest nawet takim złym pomysłem.

Z życia idealnego ojca …

– Młody obudził się o 1 w nocy drąc ryja, że chce kaszę. OK, zrobiłem kaszę, zatkał się. Wychlał kaszę, zaczął drzeć ryja, że on chce zanieść butelkę do zlewu. OK, wstałem, poszedłem z młodym do kuchni, wrzucił butelkę do zlewu. Idziemy do wyra, młody drze ryja, sprawdzam, pielucha zasikana na amen. Chcę zmienić pieluchę, młody drze się, wierzga, pluje – dobra, w końcu zmieniłem mu pieluchę. Młody drze ryja, że on nie chce kocyka. Wyłazi z wyra i lezie do nas do sypialni. No to młodego pod pachę i do jego wyra. Wrzask i zdejmowanie skarpetek. Wyrzucił skarpetki. Wrzask, bo on chce skarpetki. Zakładam mu skarpetki, mało mi nie wybił zębów wierzgając, że on nie chce skarpetek. Wrzaski obudziły młodą, która zaczęła drzeć ryja, że ona chce siusiu. No to mówię – idź do łazienki na nocnik. Ale ona nie, ona nie chce, ona nie pójdzie – wrzask. W końcu zostawiłem wyjącego młodego w wyrze, zaniosłem młodą do łazienki. Wrzask, bo ona nie chce światła – zapalonego w drugiej łazience, abym gdzieś ryja nie rozwalił na ścianie czy nie wdepnął w nocnik. Dobra, młoda w łazience, ja się ewakuuję, mogę zgasić światło w drugiej – gaszę. Wrzask, bo ona chce światło. To zapalam jej światło w małej łazience – źle, bo oczy bolą, ale ona chce na kibelek, bo nie na nocnik, ale ona nie zdejmie spodenek, gdzie wyparował stojący spokojnie tuż obok stołek, ale ona nie chce na kibelek, ona chce na nocnik. W międzyczasie drący ryja młody przylazł, że on chce na nocnik. Młodej w końcu zdjąłem spodenki, posadziłem ją na nocnik – siedziała wierzgając i drąc ryja, że ona nie chce. A pod nią Niagara – ale nie, ona nie zrobi siusiu. Młody w pielusze i piżamie siada na drugim nocniku i drze ryja, że on chce kupę. Dobra, zdjąłem mu spodenki, pieluchę, sadzam. Zamknął się – gót. Młoda nadal sika (obleciał mnie strach, bo pojemność nocnika jest ograniczona) i drze się, że ona nie chce siusiu. W końcu przestała sikać, mówię, żeby wytarła pupę i szła do wyra. Młoda drze ryja, że ona nie chce sama wycierać – kiedy sięgam po papier histeryczny wrzask, że ona sama. Młody drze ryja, że chce spać – zabieram go do pokoju, zakładam pieluchę znów cudem ratując zęby. Młody drze ryja, że on nie chce pieluchy, że chce kaszę – kurna, przeca dopiero wrąbał 300ml kaszy o konsystencji betonu. Młoda drze ryja z łazienki, że ona chce, żeby jej wytrzeć pupę. Zostawiam młodego, w planie zrobienie następnej porcji betonu zaraz po załatwieniu tematu podcierania młodej. Młoda w końcu sama opanowała temat, ale nie chce założyć spodenek i wyjść z łazienki. Wrzask młodego słyszę już z kuchni. Młoda w końcu daje się zaholować do wyra, ale drze ryja, że ona też chce kaszę. Idę do kuchni, zrobić dwie porcje betonu. Młody zaślinił już połowę podłogi w kuchni, mało nie wypierdalam się na śliskim. Opędzając się nogą od pętającego się w dole młodego robię dwie porcje kaszy. Idę z kaszą do pokoju młodych, młody nie daje się przekonać, że kaszę niosę i zostaje w kuchni. Daję kaszę młodej, w końcu milknie. Choć ona. Idę po młodego, niosę go wierzgającego i plującego i drącego ryja do pokoju, kładę do łóżeczka. Zobaczył w końcu kaszę, mało się nie zrzygał z radości – cisza, oba ssaki sysają. Słaniam się w stronę swojego wyra. Jeszcze nie dotarłem, jak wrzask. Młody wytrąbił kaszę szybciej niż żul winiacza na rannym kacu i drze ryja, że butelka, że kuchnia, że tata, że źle, że … zabieram młodego do kuchni, wrzucił butelkę do zlewu, wracamy do pokoju we względnej ciszy. Wrzask, młoda chce koniecznie buziaki i tulaki. Wrzask, bo odpływającego młodego wytrąciła z półsnu. Młody zdziera skarpetki, chce zdjąć spodenki i pieluchę. I drze ryja, że chce kaszę…

– Dobrze, wystarczy – Zmieniamy kwalifikację czynu z morderstwa ze szczególnym okrucieństwem na obronę konieczną i zamykamy sprawę.

– Dziękuję, Wysoki Sądzie!

… na prawach autocytatu, z FB z maja 2013.

Hero, hero, ty zdechła ściero…

Znów foniacz był w serwisie. Padł trackball – nie dawał sygnału w lewo. Ok, w salonie przyjęli go bez problemu, odesłali do serwisu, dziś wrócił. Odbieram…

…i w notce serwisowej info, że fona długo i namiętnie testowano, ale problemu nie stwierdzono, że na przyszłość mam co jakiś czas robić reboot i że przywracanie ustawień fabrycznych pomaga. I że w związku z powyższym czynności serwisowych nie podjęto.

Przywracanie ustawień fabrycznych my ass! Telefon był na pewno rozbierany. Zniknął paproch spod ekranu, wymieniono kulkę i jak na moje cały mechanizm trackballa. A w karcie wpis, że problemu nie stwierdzono… Właściwie powinienem złożyć reklamację na reklamację ;P

Ktoś do cytowania

Pozwolę sobie dość solidny kawałek posta zacytować, ale IMHO jest gjenialny:

Ryby nie mają słowa na wodę (w ogóle są z tego znane, że dobrze smakują i mają mało słów na cokolwiek) więc Polacy nie powinni mieć osobnego słowa na dzień, w którym są robieni w wała. Mamy już poniedziałek, wtorek, środę, czwartek, piątek i niedzielę. W sobotę też nie jest dobrze, ale można się w spokoju napić.

Polecam zajrzeć do źródła: http://bronikowski.com/1738

Wykładnia

Cytat z umowy licencyjnej Małej Księgowości Rzeczypospolitej:

„Licencja nie obejmuje prawa do: kopiowania (z wyjątkiem wykonania jednej kopii nośnika, na którym dostarczone zostało oprogramowanie), rozprowadzania, wypożyczania, modyfikowania (w tym dekompilacji i deasemblacji) lub innych form przekazywania oprogramowania bez pisemnej zgody Producenta.”

Niech mi ktoś mądry wyjaśni – czy jeśli zrobię sobie ISO na dysk z takiej płytki i na tym dysku umieszczę ten plik w 2 katalogach – to już podpadłem?