Category Archives: daikirai

Wyższe emerytury dla dzieciatych – stary temat

Może zamiast sponsorowania dzieciatych przez niedzieciatych podzielmy pulę emerytur na dzieciatą i niedzieciatą. Każde pieniądze pchane w system emerytalny były by dzielone między pule w stosunku 2:1 na korzyść puli dzieciatej. W ten sposób dzieci pośrednio zapewniałyby godziwą starość rodzicom. ;P

Mam dwójkę dzieci. Ponoszę bardzo konkretne koszty owej fanaberii. Powoduje to, że aktualnie nie stać mnie na odkładanie jakichś ekstra pieniędzy na starość. Ze swojej pracy utrzymuję siebie, swoją rodzinę i cholera wie jaką część systemu. Ja wiem, trzeba było sobie zawiązać na supeł, jeździłbym teraz nowoczesną limuzyną, gwizdałbym na ceny paliwa, stać by mnie było na duże mieszkanie w centrum miasta (chociaż w sumie po co, nie byłoby mi potrzebne bez dzieci) i do tego bym spokojnie sobie odłożył jakiś melonik albo dwa na koncie na wsparcie emerytury. Ale jakoś tak wyszło, że padło mi i ślubnej mej na nasze małe rozumki i zrobiliśmy sobie dwójkę dzieci. Dzieci, które dają nam od cholery radochy, ale też kosztują jak diabli. Praktycznie nie mamy żadnego wsparcia od państwa, ba! jesteśmy jeszcze za to karani.

Jebana polityka prorodzinna.

VAT na pieluchy – 23%, VAT na mleko – 23%, VAT na ubranka – 23%, VAT na słoiczki, soczki, chusteczki, butelki, łyżeczki – 23%. Kurwa, kupuję sobie smoczki i takie małe łyżeczki z gładkiego, nietoksycznego plastiku aby sobie w dupie grzebać, dla przyjemności, a co!

Prywatna opieka medyczna, bo czekać 48h na wolny termin u lekarza jak dziecko ma 40 stopni gorączki to jakaś pomyłka.

Prywatny żłobek, bo siedemsetne miejsce na liście rezerwowej to kpina.

Wożenie dzieci autem, bo kommiej jest taki, że strach czasem samemu jechać, a co dopiero z małym dzieckiem. A z dwójką to już w ogóle pomyłka. W paliwie VAT, akcyza, zarobek korporacji, łapówki dla polityków. A i tak rypią mi jeszcze kasę z auta gdzie się da. Drogi syfne, autostrady bandycko drogie, do teściów głupie 160km jedzie się 3.5h. Zgodnie z przepisami.

Przy markecie każdy buc zaparkuje na miejscu dla rodzin, bo bliżej. Ale ja ze zwalonym kręgosłupem niosę dziecko kilkadziesiąt metrów więcej. Przy kasie z pierwszeństwem też ludzie gapią się jak na zjawisko, jak z dziećmi drącymi japy z głodu proszę o przepuszczenie do przodu.

Dowalą nam teraz jeszcze opłaty śmieciowe. Bo wody idzie w chuj przy dzieciach. A śmieci wcale nie generujemy jakoś specjalnie dużo.

Ogólnie – ja nic od systemu nie chcę. Ja tylko chcę, aby system się nie wpierdalał w moje życie i dodatkowo mnie nie karał za zapewnienie przyszłości jemu – systemowi, mnie i moim bliskim.

——————————————

Autocytat z przepaści fejsikowych postów.

„Nielegalna” kontrola trzeźwości

Od jakiegoś czasu mnie trafia, jak w sieci znajduję kolejne radosne filmiki z cwaniakami, co to wiedzą lepiej. Przy kontroli kozaczą piejąc, jak to opresyjna milicja narusza ich Wolności Obywatelskie.

Co gorsza, trafiają się ludzie, którzy mają jakiś całkiem pozytywny fejm w sieci, którzy z uporem maniaka powielają zjebane urban legends o dziurawej ustawie.

 

Mdłe warzywa za nami, przejdźmy teraz do mięska.

Tym, którym chwila myślenia niestraszna polecam lekturę ustawy „Prawo o ruchu drogowym” – oprzemy się na jedynym słusznym źródle, czyli Internetowym Systemie Aktów Prawnych. Proszę sobie kliknąć tekst ujednolicony, kicamy do strony 215 i tam stoi (skróty moje, bez wpływu na logikę, jeśli ktoś wątpi, proszę otworzyć i sprawdzić w źródle):

Art. 129. 1. Czuwanie nad bezpieczeństwem i porządkiem ruchu na drogach, kierowanie ruchem i jego kontrolowanie należą do zadań Policji.

2. Policjant, w związku z wykonywaniem czynności określonych w ust. 1, jest uprawniony do:

3) żądania poddania się przez kierującego pojazdem lub przez inną osobę, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mogła kierować pojazdem, badaniu w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu;

W podpunkcie trzecim jest owo nieszczęsne „uzasadnione podejrzenie”, nad którym tak się spuszczają prawilni woźnice. Problem tylko taki, że „uzasadnione podejrzenie” nie jest wymagane do zażądania poddaniu się badaniu przez kierowcę. Dotyczy ono bowiem „innej osoby” która mogła kierować pojazdem. Policjant musi mieć „uzasadnione podejrzenie”, że to „inna osoba” – nie aktualny kierowca – kierowała pojazdem, aby poddać ją badaniu.

Dla ułatwienia analizy podpowiem, że ów tekst jest zdaniem złożonym i można go sobie rozbić na dwa czytania:

  • Policjant, w związku z wykonywaniem czynności określonych w ust. 1, jest uprawniony do żądania poddania się przez kierującego pojazdem badaniu w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu;
  • Policjant, w związku z wykonywaniem czynności określonych w ust. 1, jest uprawniony do żądania poddania się przez inną osobę, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mogła kierować pojazdem, badaniu w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu;

Co do wytkniętego mi w komciach na FB Art. 129i pkt. 4 wskazującego na ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi, to… nic on nie zmienia. W ustawie owej nie ma żadnych zapisów dotyczących przeprowadzania badania na obecność alkoholu w ramach kontroli drogowej – przytaczany w pyskówkach Art. 47 ww. ustawy nie odnosi się bowiem do kontroli drogowej.

Jeśli mi nie wierzycie albo do was nadal nie dociera to polecam kupić kwiatka i dobrą flaszkę i wybrać się do polonistki z czasów podstawówki, aby wam to wyjaśniła. Kwiatek w ramach przeprosin, za zajęcie czasu – flaszka, bo pani będzie musiała po waszym wyjściu jakoś ukoić nerwy.

Podsumowując – nie ma żadnej cholernej furtki. Jeśli zatrzymuje cię policjant i każe ci dmuchnąć, to nie robisz mu żadnej łaski, tylko wykonujesz polecenia, bo taki jest twój zasrany obowiązek.

„Uczciwość popłaca”

EDIT (2016-11-28):

Zadzwoniła pani z MyTaxi – rozmowa bardzo miła i konkretna.

Kierowca wg MyTaxi twierdzi, że dłuższą drogę wybrał po uzgodnieniu ze mną. Wg mnie takiego uzgodnienia nie było – ale słowo przeciwko słowu.

Zaproponowali zwrot całej kwoty za kurs. Powiedziałem, że interesuje mnie wyliczona przeze mnie nadwyżka.

Poprawka, mój błąd – MyTaxi pierwszy raz odpowiedziało już następnego dnia. Nie zaliczyłem tego, bo wyglądało na automatyczną odpowiedź – a jednak stał za tym człowiek.

EDIT (2016-11-24):

Mały update – nadal sprawa nie została załatwiona.

Chwilowo wygląda to tak:
– wydział zezwoleń UM miasta stołecznego Warszawy poprosił mnie o uzupełnienie danych teleadresowych
– MyTaxi odezwało się proponując kod rabatowy do wykorzystania do końca grudnia

Ciekaw jestem, co zrobi UMsW – ponoć potrafią zabrać licencję.

A MyTaxi z tym kodem zniżkowym to tak kiepsko trafili, biorąc pod uwagę to, że taksówkami poruszam się od wielkiego dzwonu. No i pierwsze skorzystanie z nich jako pośrednika pozwoliło mi trafić na tą kłamliwą świnię.

Co interesujące – UMsW miał krótszy czas reakcji niż MyTaxi.

Aktualnie interesuje mnie zwrot wyłudzonej kwoty – czyli 22.80, bo wg moich wyliczeń kurs powinien kosztować prawie idealnie 50pln i zadośćuczynienie w postaci wpłacenia kwoty równej całej machloi – czyli 72.80 – na konto jakiejś organizacji pożytku publicznego – mogę podesłać parę namiarów np na domy dziecka. Oczywiście chcę dostać do wglądu potwierdzenie przelewu ww kwoty.

Niech Uber ureguluje swoją sytuację prawną w naszym pięknym grajdole.

 

A sama historia wygląda tak:

Wczora z wieczora potrzebowałem przemieścić swoje szanowne cztery litery z Torwaru na Ulrychów w obrębie miasta stołecznego Warszawy. Że mam moralne obiekcje co do użycia Ubera odpaliłem MyTaxi.

Zanim wezwałem taksówkę rozejrzałem się okiem kierowcy jak by tu się ustawić, aby nie było problemu z podjęciem mnie jako pasażera i żeby nie trzeba było rzeźbić z wyjazdem.

Zamówiłem. 5 minut czekania, pan podjechał. Stanął po drugiej stronie ulicy, na zatłoczonym parkingu z którego właśnie hurtem chcieli się wydostać widzowie po koncercie. Zadzwonił do mnie, podszedłem do niego. Zwalił na aplikację, że nie pokazała mu dokładnie, gdzie jestem – co ciekawe u mnie lokalizacja taksówki w realu co do metra zgadzała się z tą na ekranie.

Pan sprawdza w nawigacji, gdzie Szulborska.

OK, jedziemy, 8PLN za trzaśnięcie drzwiami, taryfa 2, bo noc, 10 kilometrów do celu, pan miło zagaduje, co za impreza, skąd przyjechałem, itp. Stoimy trzy zmiany świateł, aby wyjechać z parkingu, taksa bije. Wydostajemy się w końcu z matni.

Jedziemy. W stolicy rzadko bywam, ale elementarne poczucie kierunku jakoś tam działa plus kilka głównych tras kojarzę. No i Wisłę, i mosty, i stadion narodowy. Ewidentnie jedziemy Wisłostradą zamiast do centrum. OK, może objeżdża. Ale nie, jedziemy dalej na północ. Tak mnie przez ciekawość wzięło, odpalam mapsy, patrzę. No ni chu ja nie jedziemy do celu. Wycieczka, znaczy. Dobrze, zobaczymy jak temat wyjdzie.

Dojechaliśmy do S8 i skręciliśmy na zachód. Ciągle miła rozmowa, jakie to bydło w rządzie, jak nas skubią, jak to policja ciemięży kierowców, taksa bije.

Pan myli raz ulicę, w końcu docieramy na miejsce. 72.80. Oświadczam panu, że zabrał mnie na wycieczkę i kwota za ten przejazd powinna zamknąć się w 50pln. Pan oświadcza, że jechał najkrótszą drogą wg nawigacji i na bezczela kasuje aktualną przejechaną trasę i ustala nową na Torwar – 10 kilometrów z groszami. Idzie w zaparte. Poprosiłem paragon, na paragonie 17.2km. Mając w perspektywie mało snu dałem sobie spokój z wzywaniem policji, zapłaciłem ile chciał.

Siadłem potem spokojnie z laptopem, sprawdziłem – gógiel się spisał – jak zwykle. Poniżej zapis dokładnie pokrywający się z tym, co widziałem w trakcie jazdy.
wycieczka-mytaxi

Złożyłem reklamację w MyTaxi, zobaczymy, jak pociągną temat. Jeśli nie ogarną – złożę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Także ten-tego – jakbyście trafili na srebrną toyotę corollę, numery WA-80119, numer boczny 14144 – nie wsiadać.

Po takiej przygodzie serio-serio kusi, aby następnym razem wybrać jednak Ubera. A taryfiarze sami takimi akcjami napędzają klientów nie całkiem czystej konkurencji.

 

Manipulacja pojęciami

Jak widzę „zwolennicy aborcji” to mnie kurwica trafia. To tak, jakbym ja napisał o policjantach, że są zwolennikami strzelania do wszystkiego co się rusza a mogło złamać prawo. Albo że przeciętny proboszcz jest zwolennikiem dupczenia podstarzałych parafianek.

Prawo do dokonania wyboru a podjęcie takowego to dwie różne sprawy. Przypuszczam, że poza dość konkretnymi patologiami nikt nie traktuje aborcji jako rutynowego zabiegu antykoncepcyjnego.

Nigdy nie wiesz, co w człowieku siedzi, jaką ścieżkę w życiu przeszedł i w jakich idzie butach. Kobieta może mieć bardzo wiele różnych powodów, aby nie chcieć dziecka. I być w bardzo wielu sytuacjach, kiedy nie miała woli lub możliwości podjęcia decyzji o niebyciu zapyloną.

Chciałbym przypomnieć co poniektórym, że KAŻDA ciąża stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia ewentualnej przyszłej matki. Nawet ciąża idąca teoretycznie prawidłowo może powodować trudne do odwrócenia konsekwencje – wzrost wagi, problemy z kręgosłupem, żylaki – w tym i hemoroidy, osłabienie włosów, podtrucia, anemia, zakrzepica, depresja – mogę poszukać źródeł ze sporo większą listą, jak ktoś ciekawy. Niektóre z tych przypadłości mogą prowadzić do powikłań groźnych dla życia.

Nie jestem zwolennikiem aborcji. Jestem stanowczym orędownikiem prawa do podjęcia przez kobietę takiej decyzji. A jeśli już podjęła taką decyzję i z przyczyn innych niż medyczne chce usunąć ciążę, to znaczy, że to my daliśmy dupy. My, społeczeństwo, jej otoczenie. To ona ma gruby problem i stara się go rozwiązać tak, jak potrafi. Obowiązkiem całej reszty jest wspieranie jej w takich sytuacjach. Często jest tak, że kobiety decydują się rodzić, bo pojawił się właściwy support i przyszła matka poczuła się bezpieczniej, nie pozostawiona sama sobie. Zdarza się to również w przypadku płodów, które nie mają szansy na przeżycie. Znów musiałbym poszukać, trafiłem jakiś czas temu ciekawy artykuł na temat właśnie wspierania rodziców dzieci bez szans. Ale nadal IMHO decyzja należy do kobiety i jak się to komuś ta decyzja nie podoba, a nie chce pomóc, to niech spierdala.

Lewy pas to nie kółko różańcowe

Jak dla mnie to paranoję z blokowaniem lewego pasa rozkręcają ci, którzy zapierdalają jak idioci.
 
Obserwacje z dziś – A1, większość w pięknym słońcu, ale i trochę w całkiem gęstym deszczu.
 
Tiry mają różnie skalibrowane kagańce. Widzę 800-1000m przede mną TIR schodzi na lewy pas, łyka wolniejszego. Trwa to chwilę. Ja mam 140 na blacie, mam w cholerę czasu, aby zdjąć nogę z gazu i doczepić się 60-80m za wyprzedzającym. Zanim dojadę, to on jest już w połowie. Korona mi z głowy nie spadnie, jak zaczekam minutę, aż skończą się miziać i ciężarowy zjedzie z lewego, docisnę, łyknę obu, zejdę na prawy.
 
ALE… wyprzedzam te dwa tiry, mam 120 na blacie, bo pada, piździ i w ogóle syf na kiju. I nagle dwa metry za moim zderzakiem jedzie jakiś palant, który w deszczu, na mokrym zapierdalał 180-200km/h i hamował tak, że mało nie przyjebał w bariery. Długie, klakson, kierunkowskaz – jakby miał, to by jeszcze chorągiewką machał i wuwuzelą trąbił. Gdzie mu zjadę? Pod tira? Musi odczekać, ja nie będę jechał szybciej. Skończę wyprzedzać, zjadę na prawy … mija mnie o wyciągnięcie ręki lewym marginesem z rykiem silnika kiedy schodzę na prawy. A, chciałbym przypomnieć, że jak schodziłem na lewy pas to tego chuja jeszcze nie było w mojej strefie czasowej, więc drogi mu nie zajechałem.
 
Mogę jechać równo przepisowego maxa, czyli – przypominam – 140kph. Zerknę w lustro, 300m za mną czysto, schodzę na lewy aby łyknąć coś jadącego wolniej – zaraz mam jakiegoś pajaca na zderzaku. I moja wina, że blokuję lewy pas. A przypominam, że manewr wyprzedzania musi chwilę potrwać, bo na lewy pas schodzimy mając kilkadziesiąt metrów do poprzedzającego auta, nie kilka, a i przed sam dziób komuś nie wypada wjechać tylko dobrze odejść ze 20-30m.
 
Ale wiem, ja pizda jestem i frajer, bo pamiętam, że fizyka to zimna suka, która błędów nie wybacza.

I feel disturbance in force

Dziś nadszedł ten dzień. Postanowiłem założyć konto na Spotify.

Wpisuję adres email, passło, login, datę urodzenia, płeć, przeglądam dane zanik kliknę „rejestruj” i … pomarańczowa kropka przy loginie – login zajęty, użyj innego.

Aha, tradycyjnie, spoko, znaczy – już zakładałem kiedyś konto na Spocie, wychodzę z rejestracji, przechodzę do logowania, taptam login, taptam passło – nie działa.

Nie, no spoko, tap na „nie pamiętam hasła”, wpisuję login, klikam wyślij, przechodzę do skrzynki … nic. Czekam. Nic. Czekam więcej – z 5 minut się zebrało – nic.

Eh, pewnie trzeba pogonić Spotom kota, znów przypomnij passło, wklepuję adres mailowy i … taki adres nie jest zarejestrowany w bazie.

… minuta zwiechy.

Serio.

Dobra minuta zwątpienia, złości, kombinowania i załamki. W końcu ciężkie westchnienie – w końcu musiał nadejść ten dzień.

Proszę Państwa!

Po 17 latach korzystania z sieci w końcu trafiłem serwis, w którym mój jedyny-unikalny-najwspanialszy-niezmienny-i-tylko-mój login okazał się być zajęty.

Kurtyna.

 

Alfa Sony Romeo

Sony Mobile PL

W sobotę kupiłem Z3 Compact.

Dziś odesłałem go do serwisu. Jak do tej pory z elektroniki którą kiedykolwiek kupiłem tylko jakiś noname tablet z Reala za 150pln trafił do serwisu szybciej niż wasz smartfon z półki premium.

Gratuluję.

(źródło)


 

Zbigniew ‚zibi’ Jarosik Tak bardzo premium, że Z3 Compact pojechał do serwisu 2 dni po zakupie. Szybciej w serwisie z całej mojej elektroniki wylądował tylko tablet noname za 150pln z Reala.

Sony Mobile PL

Sony Mobile PL Może pech po prostu.

Zbigniew 'zibi' Jarosik

Zbigniew ‚zibi’ Jarosik Raczej problem z kontrolą jakości. Mam trzy wasze sprzęty:

– M2 Aqua – po roku użytkowania wygląda jak psu z gardła. Odpadła dolna maskownica, górna odkleiła się i ułamała przy wyjmowaniu z kieszeni, gniazdo słuchawek siedzi tak głęboko, że nawet firmowe słuchawki mają problem z dobrym kontaktem, a zaślepka od gniazda usb straciła uszczelkę po 8 miesiącach, szkiełko aparatu pokryte pajęczyną rysek. Fakt, muszę oddać, że na szkle ekranu ANI JEDNEJ rysy.
– SW2 – ekran rozlał się po roku i tygodniu od zakupu. Żeby było zabawniej – jest to sprzęt, który głównie leżał w szufladzie – przepracował przez ten rok może ze 4 tygodnie. Sprzęt bez uszkodzeń mechanicznych, nie był uderzony ani przyciśnięty.
– Z3 Compact – kupiłem w sobotę, dziś odwiozłem. Przyjechałem do domu, wydłubałem zaślepkę, aby włożyć kartę SIM, zaślepka już nie chce siedzieć w obudowie.

Zaznaczam, że wszystkie urządzenia były użytkowane prawidłowo.

(źródło)


Sony Mobile PL

Znów nacieszyłem się Z3 Compactem … 2 dni. Bym się nacieszył 1 dzień, ale zapomniałem wczoraj faktury i nie miałem jak go odesłać do serwisu.

A telefon odesłałem, bo serwis trzymał mój telefon tydzień, ale nie raczył usunąć usterki. Napisano, że element wymieniono (nie napisano jaki) i odesłano.

Zaślepka wylazła z obudowy sama 20 minut po odebraniu telefonu. Następnego dnia nie potrafiła utrzymać się na swoim miejscu nawet 3 minut.

Jeśli to był żart, to go nie zrozumiałem i proszę o wyjaśnienie.

(źródło)

Star Wars: The Force Awakens

Stare Warsy – Popuszczanie moczy.

Dosłownie. Jedni sikali ze szczęścia, inni moczyli się bojąc się wyjść do kibla w oczekiwaniu na jakiś sensowny moment, który mógłby ten film uratować.

Lucas, J.J. Abrams, Disney i spora część starej – waniliowej – obsady. Dodajmy do tego 10 lat głodzenia fanów. Przepis na finansowy sukces murowany. W dzisiejszych czasach film z takim budżetem musi mieć efekciarstwo co najmniej poprawne, gra aktorów też znośna, scenariusz… Starając się podejść do tematu obiektywnie dałbym 6.5/10, może nawet 7.

A na moim prywatnym zwyrolometrze 3.5.

Kto to kurwa spłodził?!

Goblin powiedział, że scenariusz był. Ja twierdzę, że nawet trzy. Ktoś wrzucił do niszczarki scenariusze koszernej trylogii, wybrał dwie garście pasków, spędził miły weekend z butelką whisky, paczką zioła i dużą ilością przezroczystej taśmy klejącej.

Efekty w dzisiejszych czasach już nie robią. Przy takim budżecie to inaczej się nie da. Każdy dzisiejszy blockbuster ocieka optycznie, więc starłorsy już nie mają tego efektu WOW.

Zagranie na sentymentach starych wyjadaczy rodzynkami ze starej obsady – dobre, ale … nie będę spojlował. Powiem tylko – Dżordż, JJ i Walt – FAK JU!

Film jest do bólu – dupy, dosłownie – przewidywalny. Jest nudny. Jest kretyński. Są miejsca, gdzie totalnie nie trzyma się kupy. Chociaż nie, trzyma się – śmierdzi.

W poniedziałek rano, przed wieczornym seansem obejrzałem sobie New Hope. Nawet nie biorąc poprawki na wiek filmu, nawet nie przymykając oka na biedne jak na dzisiejsze czasy efekty, nawet nie dając taryfy ulgowej zupełnie innemu kreowaniu postaci w tamtych czasach – klasyk jest DUŻO LEPSZY niż nowinka. Ba! Nawet nieszczęsny Phantom Menace był lepszy!

Jak opadnie pył popremierowy i wszyscy już się naoglądają i nie będzie obaw spoilowania przy omawianiu treści chętnie podyskutuję. Chociaż może szkoda na to czasu.

Niniejszym ogłaszam SW:TFA niewypałem roku, zwycięstwem marketingu nad dobrym smakiem, zawiedzioną nadzieją, SW: A Fucked Up Hope.

Słony tor

Trójmiasto.pl pieje z zachwytu nad nowootwieranym ośrodkiem doskonalenia jazdy.

OK, rozumiem, że ustawa wymaga od świeżaków doszkolenia praktycznego. Rozumiem, że ludziom brakuje doświadczenia w dziwnych i trudnych sytuacjach. Ale jak zwykle ustawa sobie, a życie sobie.

Ale po kolei…

Wymóg doszkolenia między czwartym a ósmym miesiącem po otrzymaniu prawa jazdy jest … bez sensu.
Zdarza się, że ludź jakiś zrobi prawo jazdy i … nie jeździ. Nie jeździ, bo nie musi, nie jeździ, bo nie ma samochodu, itp. Niejeżdżących jest całkiem sporo. Dla nich będą to wyrzucone pieniądze. I to nie małe, bo 500pln nie chodzi piechotą. A takie szkolenie nie poparte dalszą praktyką przepadnie. W godzinę można komuś coś pokazać, wyćwiczyć odruchów się nie da. (OK, przejrzałem cennik autodromu, w grupie wychodzi „taniej” – 600pln za 4h).

Czemu tak drogo autem ośrodkowym?
Jeśli ktoś nie ma samochodu i nie jeździ na co dzień (vide wyżej) to jest to tylko cyniczne wyciąganie kasy.

Czemu tak drogo w ogóle?
Cennik autodromu nie zachwyca. Wypad na tego typu obiekt powinien być na tyle tani, aby chciało się tam pojechać przed zimą na 2-3h po prostu poćwiczyć.

Czy są dostępne w ośrodku auta FWD/RWD/AWD?
Jeśli przyjdę na szkolenie autem ośrodka, dadzą mi dacię albo yarisa FWD, podszkolą z wyprowadzania z podsterowności. A następnego dnia wsiądę w merca czy BMW z dwoma paczkami kucy pod maską – wtedy największym moim zmartwieniem będzie nadsterowność i całe szkolenie będę mógł sobie wsadzić między poślady. A z AWD to jeszcze całkiem inna historia …

Czemu doświadczony kierowca, który chce ćwiczyć reakcje i manewry nie ma gdzie tego robić?
Bo przecież nie będę wydawał co roku przed zimą wydawał kilkuset pln na jazdy z instruktorem, kiedy nie są mi one potrzebne! Znaczy – nie jest mi potrzebny instruktor, potrzebuję miejsca i warunków. Jestem gotów zapłacić 50pln za godzinę dostępu do toru z płytą poślizgową. Auto mam własne, ubezpieczone, z przeglądem, ja ponoszę koszty eksploatacji. Nie potrzebny do tego jest instruktor, wystarczy cieć, który będzie pilnował, aby kogoś nie poniosło. Zwykle jak tylko spadnie śnieg to jadę pod jakiś market. Ryzyko mandatu jest, ale jeżdżę tam nie tylko na latanie bokami, ale głównie własnie na ćwiczenie omijania przeszkód i hamowania. Znajduję sobie grudę śniegu/lodu i ćwiczę różnego rodzaju najazdy. W Trójmieście NIE MA GDZIE ROBIĆ TEGO LEGALNIE!!!

Z luźnych konkluzji – to wszystko wybudowano za naszą kasę i za naszą kasę dalej będzie utrzymywane. To jak z autostradami – zbudowano je za nasze pieniądze, aby było szybciej, bezpieczniej i aby zmniejszyć obciążenie tras lokalnych. Ale chcesz z nich korzystać – płać. I to słono.