Category Archives: życie

Litania przedwyborcza

Kiedy słyszę, że mi coś dadzą, pytam
– a kiedy i ile mi zabiorą, aby mi dać to, co obiecują?
Kiedy słyszę o wybrańcach narodu, pytam
– od kiedy są wybierani, aby chlać, szlajać się, balować?
Kiedy słyszę o służebnej roli dla społeczeństwa, pytam
– czy nie za daleko takim do problemów zwykłych ludzi zza okien limuzyn?
Kiedy słyszę jak będzie dobrze, pytam
– czemu tylko wybranym?
Kiedy słyszę o uczciwości i moralności, pytam
– czemu będzie wymagana tylko ode mnie?
Kiedy słyszę o przestrzeganiu prawa, pytam
– czemu tylko zwykły człowiek odpowiada za jego złamanie?
Kiedy słyszę o uprawianiu polityki, pytam
– czemu zwykle jest to rżnięcie głupa?
Kiedy słyszę o rozliczeniu z przeszłością, pytam
– czemu nie rozliczamy ich z finansów?

Kiedy widzę te zakazane ryje mam ochotę krzyczeć.

Małe wojenki małych ludzi

Patrzę w TiVi, patrzę po mieście, patrzę po sieci – chyba wybory idą…

Dziś we Wrzeszczu na stacji wysiadła PiSu lokomotywa, przed dworcem tłumek skanduje, partyjne aktywa. Po dwóch stronach przejścia stali, PeOwcy po lewej, PiSowcy po prawej, między nimi w strefie zdemilitaryzowanej z billbordami jeździła Pomarańczowa Alternatywa. Krzyczeli, klęli, flagami machali, transparenty wznosili, do Prezesa wzdychali. Żenujące strasznie show to było, zacietrzewione staruszki wzywały: „A niech Tuska piorun trzaśnie!”, policja obstawę zrobiła, chroniła tyłki kacze olewając w pip wykroczeń wokół miejsca zdarzeń (nie wiem, tylko mnie irytują auta zaparkowane na przejściach dla pieszych?!). Ogólnie – bajzel. Ogólnie – poruta.

Nie wiem, co tych ludzi tak pcha do koryta, chęć zarobienia kasy? Ambicje jakieś chore? Każdy z nich z proporcem lepszej Polszy, każdy z nich ze wzniosłymi hasłami przyszłości lub historii, każdy z nich z jadem na wrogów ojczyzny. Czym się różnią? Opcjami politycznymi? Poglądami? Oferowaną przyszłością? Niczym, drodzy moi. Niczym. Każdy z nich obiecuje złote góry, każdy odsądza adwersarzy od czci i wiary. I każdy z nich ma nas w dupie. Każdy z nich po dojściu do koryta zapomni o wszelkich obietnicach, o etyce, o ideałach. I każdy z nich będzie nas rżnął bez wazeliny jak tylko się da.

Szkoda, mości współobywatele, że pozwalamy na to politykom, urzędnikom, funkcjonariuszom. Szkoda, że nie ma w naszym pięknym kraju zwyczaju patrzenia władzy na ręce. Szkoda, że nie zgłaszamy reklamacji, nie piętnujemy nadużyć i zaniechań. Szkoda, że sami mamy to wszystko w dupie.

Regenersis – zaczynam się irytować

Wczoraj – hurra! Herosek do odbioru! Pojechałem, odbieram i … nie odebrałem. Odesłałem do serwisu.

Czemu? Bo w końcu postanowiłem zacząć się czepiać. Odesłali telefon sprawny technicznie, ale… Kurna! Kupiłem CZARNY telefon! Ni chuja mi nie pasuje BIAŁA oprawka kulki! Ok, wiem, pierdoła. Ok, wiem, czepiam się. Ale kurna, zostawcie auto w serwisie, bo np przestało działać sterowanie elektryczne szyby w drzwiach kierowcy. Odbieracie – niby działa, ale zasyfione wsio. Ok, przestało działać, oddajecie. Odbiór – ok, działa, ale krzywo szyba. Ok, znów coś przestało działać, oddajecie. Wraca – działa. Ale szyba jest przyciemniona tak, że nic nie widać. Ok, odsyłacie. Wraca, działała, widać… Ale KURWA drzwi są INNEGO KOLORU niż reszta nadwozia!

Ile kurwa można?! Czy Regenersis nie potrafi zrobić czegoś solidnie?! Za każdym razem coś jest nie tak, ale na drobiazgi do tej pory przymykałem oczy. Krzywo wklejony ekran, paprochy pod szybką, pokaleczona obudowa (większość rys sam zrobiłem, ale co najmniej dwie przyjechały z serwisu), pusta bateria (telefonu nie dało się przetestować przy odbiorze), itp, itd – telefon jest do używania, nie lubię, jak brakuje mi poczty i wygodnego gógla w kieszeni – bo leży znów w serwisie. Po raz ósmy…

Jeśli mi oddadzą telefon znów zrobiony nie tak jak trzeba, to podeślę im rachunek za paliwo zużyte na dojazdy do salony Ery^wT-Mobile.

Zajebali mi auto…

…że się tak poetycko wyrażę. Najprawdopodobniej w nocy z niedzieli na poniedziałek albo już w ciągu dnia w poniedziałek. Spod bloku.

Skoda Octavia 1.9TDI 4×4 rocznik 2001, ciemnozielone kombi, na pełnym wypasie bez skóry (welur wbrew pozorom praktyczniejszy) – ESP, ASR, ABS, szyber, lustra i okna w prądzie, grzane zydle, zmieniacz na 6 CD, itd, itp.

Cech charakterystycznych jest od cholery, ale nie łudzę się, że auto się znajdzie, bo raczej na części poszło. Ale jakby się komusi rzuciło w oczy to po kolei:
– nr rejestracyjny GD 4609T
– ruda na tylnej klapie na podszybiu
– naklejka forum subaru po lewej na tylnej klapie o taka:
– brak znaczka skody na przedniej klapie – klapa jest nieoryginalna
– rysa przez całą długość auta po lewej stronie
– porysowane tylne drzwi
– lekko nadpęknięta prawa tylna lampa
– mocno wytarta góra kierownicy
– nakładki z napisem 4×4 na progach przednich drzwi
– wgniecione podwozie za fotelem pasażera
– intercooler podwieszony trytytkami
– na bocznych oknach bagażnika są naklejki z Transgothiki, o takie:
– źle spasowana prawa przednia lampa migacza
– miniaturowy odprysk (1cm^2) na przedniej szybie dokładnie na linii wzroku kierowcy
– pokrętło od szybera niezamocowane, ma tendencję do wpadania w obsadę
– ułamane trzymadełko wewnętrzne w stojaku na napoje przy ręcznym
– sam stojak się nie chce schować
– odpryśnięty lakier na lewych drzwiach na krawędzi
– kropla lakieru nad drzwiami
– pył w przednich drzwiach po szlifowaniu maski
– nowe cięgło w lewych drzwiach
– wypalona dziurka w lewym fotelu
– oryginalne radio skody
– nowa linka ręcznego
– zamek od haka zawinięty jakąś plastikową szmatą
– odpryski lakieru na dachu w okolicy tylnych drzwi
– brak dwóch przednich zaślepek w zderzaku
– cztery nowiutkie zimowe Continentale na alusach
– auto brudne jak świńskie kopyto

Niedługo podepnę tu jeszcze zdjęcia i filmy ukazujące autko w pełnej krasie.

Będę dźwięczny (bardzo) za wszelkie informacje pozwalające namierzyć auto bądź sprawcę. Jeśli komuś się będzie nudziło to proszę wszelkich krewnych i znajomych królika o monitorowanie allegro czy innego skąpca w temacie części do czteronapędówki – skrzynie biegów, silnik ATD, haldex, tylne zawieszenie, itp, itd.

Jednocześnie obiecuję nie wyciągać osobiście żadnych konsekwencji, jeśli auto znajdzie się w całości. Do przyjęcia są uszkodzenia w stylu zbita szyba czy uszkodzona stacyjka.

Jakby komu było potrzebne, to dużo dłuższą litanię cech osobniczych mogę podesłać na maila, w tym VIN czy jakieś specyficzne cechy jezdne, bądź szczegóły ukryte.

Namiar na mnie mailem: zibi@nora.pl
GG: 2830
jabber: tapiau@gmail.com
telefon: 667956686

Poniżej kilka fotek:





Kerfórowi nie wierz jak psu

Tyczy się to wszelkich produktów spożywczych, na których znajduje się metka marketu. Kiedyś dałem się nabrać na ser marki Carrefour, w którym były grudki tłuszczu roślinnego (olej palmowy?!) i który smakował jak coś pomiędzy margaryną a tofu, ale na pewno nie jak ser.

Tym razem – zwiędlina.

Madej&Wróbel – OK. Metka Kerfóra – Nie OK. Człek zmęczony, wrzucił do koszyka bez refleksji… Najlepiej spożyć przed: 21.09.2013. E… 2013?!

Telefon do producenta – wędliny paczkowane mają zwykle termin przydatności 28 dni. Nie przeszło 2 i pół roku.

Dokładniejsze przyjrzenie się metce producenta – o, Należy spożyć do: 05.01.11. Czyli albo wędlina jest bardzo mocno przeterminowana, albo mocno przeterminowana, albo jej się właśnie termin przydatności do spożycia skończył.

Znaczy – ktoś próbuje nas zrobić w wała. Kto? Hm, czyja metka jest na wierzchu…?

Ford Escort 1.8D ’94

Post oryginalnie zamieszczony na http://radxcell.nora.pl/2008/12/05/ford-escort-18d-94.html

Auto owe zakupiliśmy w 2006 jako 14latka ze sporym przebiegiem – 217kkm. Stan całości był zadowalający, cena również – decyzja była prosta.

Było to pierwsze moje auto po kilkuletniej przerwie, więc – choć miałem okazję w międzyczasie jeździć różnymi innymi samochodami – trzeba się było do pewnych rzeczy na nowo przyzwyczaić.

Essi – choć już niemłody – chodził elegancko. Silnik – jak na diesla – do mniej więcej 100km/h nieuciążliwy jeśli chodzi o głośność. Jak na diesla przystało – niezbyt dynamiczny. Za to za rozsądne operowanie gazem odwdzięczał się bardzo rozsądnym zużyciem paliwa – na trasie udało się zejść do 4.7l/100km, na mieście – 5.8l/100km. Bardzo to cieszyło pod koniec miesiąca, przy podsumowywaniu wydatków na auto. Przez 2 lata auto było traktowane niespecjalnie kulturalnie ;D Nogi nie mam lekkiej, więc pracowało ciężko.

Wnętrze wygodne, z przodu obszerne, z tyłu – trochę mało miejsca na nogi. Kokpit ergonomiczny, brakowało mi na początku obrotomierza, ale po 2 miesiącach na słuch dało się wybadać wszystko.

Auto zachwycało elastycznością – praktycznie na palcach mogłem policzyć sytuacje, kiedy mi zgasło, bo np próbowałem ruszyć z trójki. Przy prędkościach miejskich nachylenie trasy nie robiło różnicy. Na niskich biegach miało się wrażenie, że załadowany po dach wjedzie po pionowej ścianie – a to tylko 60 koni. Jednocześnie – mając trochę doświadczenia – dawało się na trasie spokojnie wyprzedzać. Na czwartym ładnie szedł do przodu, trochę – powiedziałbym – majestatycznie, ale skutecznie.

Układ jezdny Escorta zachwyca na krętych trasach. Dobija w serwisowaniu. Przednie wahacze mocowane metalowo-gumowymi tulejami wymagają częstych przeglądów i – niestety – dość upierdliwych wymian owych tulej. Auto w zakrętach idzie jak po szynach, bez gięcia się na boki, dokładnie tak, jak się mu wskaże kierownicą. Trochę przy bardziej kozackiej jeździe przeszkadza fatalne trzymanie boczne foteli, całkiem z resztą wygodnych.

Serwisowanie tego auta było średnio przyjemne. Aby wymienić prawą przednią żarówkę trzeba złamać sobie nadgarstek w dodatkowym miejscu. Albo wymontować lampę, na co zresztą zdecydował się serwisant w gdańskim Norauto. Silnik jest wieeelki, zrobienie przy nim czegokolwiek wymaga sporych zdolności manualnych aby dostać się w różne zakamarki komory silnika.

Genialnym patentem jest elektryczna siatka wewnątrz przedniej i tylnej szyby. Zimą odpala się silnik, włącza grzanie szyb, odśnieża dach i maskę, włącza wycieraczki i jedzie. Na początku jadąc nocą trochę przeszkadza owa siatka w szkle dodatkowo lekko rozpraszając światła nadjeżdżających aut, ale szybko idzie się do tego przyzwyczaić.

Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie hamulce w Essim. Dały się bardzo szybko wyczuć i dokładnie dobierać siłę hamowania. W aucie bez ABS dobre opanowanie hamulców to podstawa. Essi bardzo to ułatwiał. Auto hamując szło idealnie prosto, bez noszenia, tendencji do obrotów i innych tego typu niespodzianek, nawet na śliskiej nawierzchni.

Po kilku miesiącach jeżdżenia większość manewrów byłem w stanie wykonywać na centymetry. Wyjątkiem było parkowanie tyłem – za cholerę nie dawało się wyczuć, gdzie auto się kończy. Mocno nachylona tylna szyba i jeszcze lekko wystający kufer skutecznie utrudniają ocenę odległości od przeszkody.

Konstrukcja Escorta okazała się niesamowicie odporna na bardzo złe traktowanie. Dziesiątki razy uderzyłem podwoziem o krawężniki, kamienie na polnych drogach, raz cofając zawadziłem przodem ścianę budynku, raz tyłem skasowałem drzwi kierowcy w Sprinterze (moja wina) a raz przodem zdemolowałem prawe tylne drzwi w SuperBie (wina buraka ze Skody). Te wszystkie przygody kosztowały mnie wymianę tłumika i prawej tylnej lampy.

Ogólnie Essiego będę bardzo dobrze wspominał. Prowadził się dobrze, koszty eksploatacji były niewysokie, części dostępne bezproblemowo i w rozsądnych cenach.