Category Archives: fun

Polska Gola!

YEAH! Nasi herosi wygrali z San Marino! Zajebiście! I to dodatkowo z zajebistym wynikiem! Dziesięć do zera! Duma mnie rozpiera!

Dobra, pierwszokwietniowy żart mam już za sobą. Znaczy nasi hirołsi wygrali z drużyną amatorów. To akurat prawda. Z tą dumą – to już primaaprilisowo…

Lekko żenujący jest widok kibiców wyjących na mieście, machających szalikami, włażących po pijaku na ulicę… No chyba, że cieszą się, że dało się odbić od dna i dno się nie oberwało (Sorry, SanMarińczycy, nic do was nie mam ;P pewnie mieliście niezłą bekę grając z „profesjonalistami”), no bo przecież nie cieszą się chyba ze zwycięstwa?

PS: Idealne skojarzenie? Gołota i Małysz na ringu ;P

A dziś darcie biblii – z dedykacją

Czy już mówiłem, że pan Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami – w moim skromnym mniemaniu – nie nadaje się do pełnienia funkcji publicznych? Nie? No to mówię.

W ramach uprzyjemniania sobie (i innym) życia proponuję zorganizować happening dedykowany własnie panu Rysiowi (z „Klanu”?!). Imprezę można rozbujać do sporych rozmiarów, nie wiem, jakieś bicie rekordu Guinnessa?

A co byśmi mieli robić? Proponuję… darcie biblii! Każdy przynosi jakąś biblię, puszczamy Pieśń Aptekarzy z Podróży Pana Kleksa i drąc się – drzemy! Ja wezmę „Biblia TCP/IP tom 2 implementacje”. Będzie to wyzwanie, bo ma szytą okładkę, twardą, grzbiet wzmacniany płótnem.

Ciekaw jestem, czy to też urazi uczucia religijne pana Rysia.

Mi będzie tylko przeszkadzał fakt niszczenia książek, bo w szacunku dla nich żem wychowan. Ale dla takiej sprawy się poświęcę.

The 1234567890 day w Trójmieście?

Zbliża się szczególny (choć nic nie znaczący ;P) moment – znacznik czasu w Unixach osiągnie wartość 1234567890. Moment ów dla naszej strefu czasowej nastąpi dokładnie 2009-02-14 00:31:30, czyli w nocy z piątku na sobotę.

Okazja do zaimprezowania jest, więc może gdzieś jakieś spotkanie? Żeby było odpowiednio klimatycznie proponuję miejsce wg XKCD Geo Hashing.

Niestety, dla naszego obszaru punkt spotkania wypada na Zatoce Gdańskiej. A że chyba nikt z nas po wodzie chodzić nie potrafi plus jest to niebezpiecznie blisko toru podejścia do ujścia Wisły (groziłoby staranowanie przez jakiś statek) proponuję (zgodnie ze schematem XKCD GH) przeniesienie się na najbliższy punkt dostępny, czyli Westerplatte. Plus (tu się odzywa wygodnictwo) jako że pewnie będzie gwiździć i mrozić proponuję miejsce gdzie będzie blisko do ciepłych wnętrz samochodów, czyli parking na Westerplatte. Proponuję początek jakieś 30 minut wcześniej, coby spokojnie dało się pogadać przed odliczaniem ;P

Impreza jest nieoficjalna, nie podejmuję się przyjęcia na siebie żadnych obowiązków związanych z koordynacją czy jakiejkolwiek odpowiedzialności za uczestników lub ich poczynania. 

Dla porządku proponuję nie zabieranie ze sobą alkoholu, tylko napitki w stylu coli czy soku + chipsy i słodycze na zagrychę (zimno będzie, czekolada wskazana!).

Coca-cola moją coca-iną?

RDX straszy, że jestem uzależniony od coli. Ale prawda taka, że na codzień jej nie pijam. Ale też zdarzają się dni, że jedynym sposobem na przeżycie jest stałe dostarczanie kofeiny i cukru – schodzi 0.5l na godzinę. Fsęsie – przez 8h pracy 4 litry ;P.

Obiadki firmowe i sprawiedliwość społeczna

W Firmie mamy kantynę. Możemy sobie rano zamówić jedzonko przez sieć, potem idzie się do kantyny i za zamówione jedzonko płaci się kartą chipową (czytaj – koszt jedzonka odciągną z pensji). Wszystko pięknie, fajnie, jedzonko jakościowo znośne. Tylko te ilości…

I to właśnie jest przykład klasycznej niesprawiedliwości społecznej ;P Są ludzie, którzy są syci po zupce za 3.50PLN. Ja po zjedzeniu obiadku (bo ciężko to inaczej nazwać ;P) za 15-20PLN po 2-3h zaczynam kombinować, czy np pizzy nie zamówić – w końcu muszę jakoś zasilać te moje 100kg ;P

Przykładowy obiad, 15.10PLN – krupnik, buraczki, risotto z kurczakiem (zimne i kurczaka śladowo):

Obiadek za 15.10PLN

Jeśli już wydaję niemałe przecież pieniądze (przemnóżcie to sobie przez 20 dni roboczych) na żarcie to chciałbym chociaż być syty. A tak, to po powrocie do domu – jem obiad.

W Gdyni za mniejszą kasę w centrum miasta nażerałem się po sufit ;/

Hak da planet!

Co zrobić, jeśli w korporacji ze względu na jakieś mocno wirtualne procedury nie pozwalają wpiąć się z własnym sprzętem do sieci? Hm… Po prostu to zrobić. Zrobić to bez użerania się ze strażnikami procedur. Zrobić to sprytnie, tak aby się nie zorientowali za szybko ;D

Składniki:

  • korporacyjny PC
  • prywatny lapciak
  • kieszeń USB
  • płytka bootowalna z Linuxem
  • płytka instalacyjna XP (na wypadek zwarzenia się systemu)
  • 2h wolnego czasu

Continue reading