Category Archives: on the road

„Nielegalna” kontrola trzeźwości

Od jakiegoś czasu mnie trafia, jak w sieci znajduję kolejne radosne filmiki z cwaniakami, co to wiedzą lepiej. Przy kontroli kozaczą piejąc, jak to opresyjna milicja narusza ich Wolności Obywatelskie.

Co gorsza, trafiają się ludzie, którzy mają jakiś całkiem pozytywny fejm w sieci, którzy z uporem maniaka powielają zjebane urban legends o dziurawej ustawie.

 

Mdłe warzywa za nami, przejdźmy teraz do mięska.

Tym, którym chwila myślenia niestraszna polecam lekturę ustawy „Prawo o ruchu drogowym” – oprzemy się na jedynym słusznym źródle, czyli Internetowym Systemie Aktów Prawnych. Proszę sobie kliknąć tekst ujednolicony, kicamy do strony 215 i tam stoi (skróty moje, bez wpływu na logikę, jeśli ktoś wątpi, proszę otworzyć i sprawdzić w źródle):

Art. 129. 1. Czuwanie nad bezpieczeństwem i porządkiem ruchu na drogach, kierowanie ruchem i jego kontrolowanie należą do zadań Policji.

2. Policjant, w związku z wykonywaniem czynności określonych w ust. 1, jest uprawniony do:

3) żądania poddania się przez kierującego pojazdem lub przez inną osobę, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mogła kierować pojazdem, badaniu w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu;

W podpunkcie trzecim jest owo nieszczęsne „uzasadnione podejrzenie”, nad którym tak się spuszczają prawilni woźnice. Problem tylko taki, że „uzasadnione podejrzenie” nie jest wymagane do zażądania poddaniu się badaniu przez kierowcę. Dotyczy ono bowiem „innej osoby” która mogła kierować pojazdem. Policjant musi mieć „uzasadnione podejrzenie”, że to „inna osoba” – nie aktualny kierowca – kierowała pojazdem, aby poddać ją badaniu.

Dla ułatwienia analizy podpowiem, że ów tekst jest zdaniem złożonym i można go sobie rozbić na dwa czytania:

  • Policjant, w związku z wykonywaniem czynności określonych w ust. 1, jest uprawniony do żądania poddania się przez kierującego pojazdem badaniu w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu;
  • Policjant, w związku z wykonywaniem czynności określonych w ust. 1, jest uprawniony do żądania poddania się przez inną osobę, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mogła kierować pojazdem, badaniu w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu;

Co do wytkniętego mi w komciach na FB Art. 129i pkt. 4 wskazującego na ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi, to… nic on nie zmienia. W ustawie owej nie ma żadnych zapisów dotyczących przeprowadzania badania na obecność alkoholu w ramach kontroli drogowej – przytaczany w pyskówkach Art. 47 ww. ustawy nie odnosi się bowiem do kontroli drogowej.

Jeśli mi nie wierzycie albo do was nadal nie dociera to polecam kupić kwiatka i dobrą flaszkę i wybrać się do polonistki z czasów podstawówki, aby wam to wyjaśniła. Kwiatek w ramach przeprosin, za zajęcie czasu – flaszka, bo pani będzie musiała po waszym wyjściu jakoś ukoić nerwy.

Podsumowując – nie ma żadnej cholernej furtki. Jeśli zatrzymuje cię policjant i każe ci dmuchnąć, to nie robisz mu żadnej łaski, tylko wykonujesz polecenia, bo taki jest twój zasrany obowiązek.

„Uczciwość popłaca”

EDIT (2016-11-28):

Zadzwoniła pani z MyTaxi – rozmowa bardzo miła i konkretna.

Kierowca wg MyTaxi twierdzi, że dłuższą drogę wybrał po uzgodnieniu ze mną. Wg mnie takiego uzgodnienia nie było – ale słowo przeciwko słowu.

Zaproponowali zwrot całej kwoty za kurs. Powiedziałem, że interesuje mnie wyliczona przeze mnie nadwyżka.

Poprawka, mój błąd – MyTaxi pierwszy raz odpowiedziało już następnego dnia. Nie zaliczyłem tego, bo wyglądało na automatyczną odpowiedź – a jednak stał za tym człowiek.

EDIT (2016-11-24):

Mały update – nadal sprawa nie została załatwiona.

Chwilowo wygląda to tak:
– wydział zezwoleń UM miasta stołecznego Warszawy poprosił mnie o uzupełnienie danych teleadresowych
– MyTaxi odezwało się proponując kod rabatowy do wykorzystania do końca grudnia

Ciekaw jestem, co zrobi UMsW – ponoć potrafią zabrać licencję.

A MyTaxi z tym kodem zniżkowym to tak kiepsko trafili, biorąc pod uwagę to, że taksówkami poruszam się od wielkiego dzwonu. No i pierwsze skorzystanie z nich jako pośrednika pozwoliło mi trafić na tą kłamliwą świnię.

Co interesujące – UMsW miał krótszy czas reakcji niż MyTaxi.

Aktualnie interesuje mnie zwrot wyłudzonej kwoty – czyli 22.80, bo wg moich wyliczeń kurs powinien kosztować prawie idealnie 50pln i zadośćuczynienie w postaci wpłacenia kwoty równej całej machloi – czyli 72.80 – na konto jakiejś organizacji pożytku publicznego – mogę podesłać parę namiarów np na domy dziecka. Oczywiście chcę dostać do wglądu potwierdzenie przelewu ww kwoty.

Niech Uber ureguluje swoją sytuację prawną w naszym pięknym grajdole.

 

A sama historia wygląda tak:

Wczora z wieczora potrzebowałem przemieścić swoje szanowne cztery litery z Torwaru na Ulrychów w obrębie miasta stołecznego Warszawy. Że mam moralne obiekcje co do użycia Ubera odpaliłem MyTaxi.

Zanim wezwałem taksówkę rozejrzałem się okiem kierowcy jak by tu się ustawić, aby nie było problemu z podjęciem mnie jako pasażera i żeby nie trzeba było rzeźbić z wyjazdem.

Zamówiłem. 5 minut czekania, pan podjechał. Stanął po drugiej stronie ulicy, na zatłoczonym parkingu z którego właśnie hurtem chcieli się wydostać widzowie po koncercie. Zadzwonił do mnie, podszedłem do niego. Zwalił na aplikację, że nie pokazała mu dokładnie, gdzie jestem – co ciekawe u mnie lokalizacja taksówki w realu co do metra zgadzała się z tą na ekranie.

Pan sprawdza w nawigacji, gdzie Szulborska.

OK, jedziemy, 8PLN za trzaśnięcie drzwiami, taryfa 2, bo noc, 10 kilometrów do celu, pan miło zagaduje, co za impreza, skąd przyjechałem, itp. Stoimy trzy zmiany świateł, aby wyjechać z parkingu, taksa bije. Wydostajemy się w końcu z matni.

Jedziemy. W stolicy rzadko bywam, ale elementarne poczucie kierunku jakoś tam działa plus kilka głównych tras kojarzę. No i Wisłę, i mosty, i stadion narodowy. Ewidentnie jedziemy Wisłostradą zamiast do centrum. OK, może objeżdża. Ale nie, jedziemy dalej na północ. Tak mnie przez ciekawość wzięło, odpalam mapsy, patrzę. No ni chu ja nie jedziemy do celu. Wycieczka, znaczy. Dobrze, zobaczymy jak temat wyjdzie.

Dojechaliśmy do S8 i skręciliśmy na zachód. Ciągle miła rozmowa, jakie to bydło w rządzie, jak nas skubią, jak to policja ciemięży kierowców, taksa bije.

Pan myli raz ulicę, w końcu docieramy na miejsce. 72.80. Oświadczam panu, że zabrał mnie na wycieczkę i kwota za ten przejazd powinna zamknąć się w 50pln. Pan oświadcza, że jechał najkrótszą drogą wg nawigacji i na bezczela kasuje aktualną przejechaną trasę i ustala nową na Torwar – 10 kilometrów z groszami. Idzie w zaparte. Poprosiłem paragon, na paragonie 17.2km. Mając w perspektywie mało snu dałem sobie spokój z wzywaniem policji, zapłaciłem ile chciał.

Siadłem potem spokojnie z laptopem, sprawdziłem – gógiel się spisał – jak zwykle. Poniżej zapis dokładnie pokrywający się z tym, co widziałem w trakcie jazdy.
wycieczka-mytaxi

Złożyłem reklamację w MyTaxi, zobaczymy, jak pociągną temat. Jeśli nie ogarną – złożę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Także ten-tego – jakbyście trafili na srebrną toyotę corollę, numery WA-80119, numer boczny 14144 – nie wsiadać.

Po takiej przygodzie serio-serio kusi, aby następnym razem wybrać jednak Ubera. A taryfiarze sami takimi akcjami napędzają klientów nie całkiem czystej konkurencji.

 

Lewy pas to nie kółko różańcowe

Jak dla mnie to paranoję z blokowaniem lewego pasa rozkręcają ci, którzy zapierdalają jak idioci.
 
Obserwacje z dziś – A1, większość w pięknym słońcu, ale i trochę w całkiem gęstym deszczu.
 
Tiry mają różnie skalibrowane kagańce. Widzę 800-1000m przede mną TIR schodzi na lewy pas, łyka wolniejszego. Trwa to chwilę. Ja mam 140 na blacie, mam w cholerę czasu, aby zdjąć nogę z gazu i doczepić się 60-80m za wyprzedzającym. Zanim dojadę, to on jest już w połowie. Korona mi z głowy nie spadnie, jak zaczekam minutę, aż skończą się miziać i ciężarowy zjedzie z lewego, docisnę, łyknę obu, zejdę na prawy.
 
ALE… wyprzedzam te dwa tiry, mam 120 na blacie, bo pada, piździ i w ogóle syf na kiju. I nagle dwa metry za moim zderzakiem jedzie jakiś palant, który w deszczu, na mokrym zapierdalał 180-200km/h i hamował tak, że mało nie przyjebał w bariery. Długie, klakson, kierunkowskaz – jakby miał, to by jeszcze chorągiewką machał i wuwuzelą trąbił. Gdzie mu zjadę? Pod tira? Musi odczekać, ja nie będę jechał szybciej. Skończę wyprzedzać, zjadę na prawy … mija mnie o wyciągnięcie ręki lewym marginesem z rykiem silnika kiedy schodzę na prawy. A, chciałbym przypomnieć, że jak schodziłem na lewy pas to tego chuja jeszcze nie było w mojej strefie czasowej, więc drogi mu nie zajechałem.
 
Mogę jechać równo przepisowego maxa, czyli – przypominam – 140kph. Zerknę w lustro, 300m za mną czysto, schodzę na lewy aby łyknąć coś jadącego wolniej – zaraz mam jakiegoś pajaca na zderzaku. I moja wina, że blokuję lewy pas. A przypominam, że manewr wyprzedzania musi chwilę potrwać, bo na lewy pas schodzimy mając kilkadziesiąt metrów do poprzedzającego auta, nie kilka, a i przed sam dziób komuś nie wypada wjechać tylko dobrze odejść ze 20-30m.
 
Ale wiem, ja pizda jestem i frajer, bo pamiętam, że fizyka to zimna suka, która błędów nie wybacza.

Strefa płatnego parkowania na Brzozowej

12171636_10208069680685234_715007469_o

Od 2 listopada 2015 ul. Brzozowa zostanie objęta strefą płatnego parkowania. Poniżej fragment moich wypocin z fejsika.

Dobra, oczekuję konstruktywnych propozycji.

Miasto Gdańsk – wiem, że strefa płatnego parkowania ma sens – chodzi o rozładowanie centrum, o zmniejszenie ilości aut parkujących w tym rejonie, o zachęcenie ludzi do korzystania z komunikacji miejskiej.

Ale robienie tego w ten sposób to jest rypanie po wszystkich czy to ma sens czy nie. Pan Prezes sobie i tak przyjedzie, bo jemu nie robi, czy zapłaci pińcet miesięcznie czy będzie dostawał radosne bileciki po pisiąt za nieskorzystanie z parkometru. Wielu pracownikom nie zrobi to poważnej różnicy poza komfortem jazdy – autem przyjemniej, ciepło, wygodnie, muza jaką się lubi itp. Ale mi to poważnie dezorganizuje życie. Zresztą takich jak ja jest pewnie więcej.

Szczegóły? Mam dwójkę dzieci. Jeśli będę musiał się przesiąść na komunikację miejską to będziemy wychodzić z domu 6:25 zamiast 7:05 – to oznacza o 40 minut mniej snu. Co dzień. Moje dzieci będą musiały spędzać w placówkach o 30 minut więcej. Co dzień. Powrót do domu będzie nie o 16:45 a o 17:30, co będzie oznaczało, że dzieci będą miały o 45 minut mniej czasu na zabawę z nami w domu albo na placu zabaw, na spacer, itp. Co dzień. W podróży będę spędzał 3h zamiast 1.5 – i aktualnie jeszcze żonę do pracy zawożę i odbieram. Co dzień. W razie problemów w przedszkolu czy szkole dziś od telefonu mogę dotrzeć na miejsce w 10 lub 13 minut (jadąc zgodnie z przepisami) i od razu dziecko mogę załadować do auta i jechać np do lekarza. Komunikacją miejską? – śmiech na sali. Do przedszkola, które jest bliżej, potrzeba 15 minut – i to jak tramwaj podjedzie.

Dla mnie komunikacja miejska nie jest alternatywą.

500 złotych za parkowanie? Miesięcznie? To jakiś absurd wylewający z kąpielą wszystkich takich jak ja, dla których auto nie jest li tylko kaprysem.

Źródło

Cepra jeżdżenia po górach dekalog.

  1. Jeśli jechałeś trasą nawet 10 razy a jedziesz nią nocą – jedziesz nią po raz pierwszy
  2. Podwójna ciągła dla autochtonów to co najwyżej pewna sugestia stylu życia – nie prawo fizyki
  3. To, że gdzieś się da wjechać to nie znaczy, że należy
  4. To, że gdzieś należy wjechać to nie znaczy, że się da
  5. 4×4 to nie to samo, co 2 stopy prześwitu
  6. Nie próbuj dotrzymać kroku lokalsowi, który właśnie cię wyprzedził. Nawet jeśli to Kadett pamiętający premierę M$ DOSa 3.31
  7. Możesz próbować dotrzymać kroku lokalsowi w rozsypującym się Kadecie, jeśli jesteś pierworodnym synem Juhy Kankkunena, Carlosa Sainza i Colina McRae z implantami od Kubicy.
  8. Nawet jeśli jesteś drogowym mutantem gonienie Kadetta wymaga kombinezonu zdolnego odprowadzić wiadro gówna po każdym zakręcie
  9. Znak ograniczenia do 40 powinien być czytany „CZTERDZIEŚCI, KURWA!”
  10. Z dróg widoki są piękne, ale … PATRZ NA DROGĘ!!!

Słony tor

Trójmiasto.pl pieje z zachwytu nad nowootwieranym ośrodkiem doskonalenia jazdy.

OK, rozumiem, że ustawa wymaga od świeżaków doszkolenia praktycznego. Rozumiem, że ludziom brakuje doświadczenia w dziwnych i trudnych sytuacjach. Ale jak zwykle ustawa sobie, a życie sobie.

Ale po kolei…

Wymóg doszkolenia między czwartym a ósmym miesiącem po otrzymaniu prawa jazdy jest … bez sensu.
Zdarza się, że ludź jakiś zrobi prawo jazdy i … nie jeździ. Nie jeździ, bo nie musi, nie jeździ, bo nie ma samochodu, itp. Niejeżdżących jest całkiem sporo. Dla nich będą to wyrzucone pieniądze. I to nie małe, bo 500pln nie chodzi piechotą. A takie szkolenie nie poparte dalszą praktyką przepadnie. W godzinę można komuś coś pokazać, wyćwiczyć odruchów się nie da. (OK, przejrzałem cennik autodromu, w grupie wychodzi „taniej” – 600pln za 4h).

Czemu tak drogo autem ośrodkowym?
Jeśli ktoś nie ma samochodu i nie jeździ na co dzień (vide wyżej) to jest to tylko cyniczne wyciąganie kasy.

Czemu tak drogo w ogóle?
Cennik autodromu nie zachwyca. Wypad na tego typu obiekt powinien być na tyle tani, aby chciało się tam pojechać przed zimą na 2-3h po prostu poćwiczyć.

Czy są dostępne w ośrodku auta FWD/RWD/AWD?
Jeśli przyjdę na szkolenie autem ośrodka, dadzą mi dacię albo yarisa FWD, podszkolą z wyprowadzania z podsterowności. A następnego dnia wsiądę w merca czy BMW z dwoma paczkami kucy pod maską – wtedy największym moim zmartwieniem będzie nadsterowność i całe szkolenie będę mógł sobie wsadzić między poślady. A z AWD to jeszcze całkiem inna historia …

Czemu doświadczony kierowca, który chce ćwiczyć reakcje i manewry nie ma gdzie tego robić?
Bo przecież nie będę wydawał co roku przed zimą wydawał kilkuset pln na jazdy z instruktorem, kiedy nie są mi one potrzebne! Znaczy – nie jest mi potrzebny instruktor, potrzebuję miejsca i warunków. Jestem gotów zapłacić 50pln za godzinę dostępu do toru z płytą poślizgową. Auto mam własne, ubezpieczone, z przeglądem, ja ponoszę koszty eksploatacji. Nie potrzebny do tego jest instruktor, wystarczy cieć, który będzie pilnował, aby kogoś nie poniosło. Zwykle jak tylko spadnie śnieg to jadę pod jakiś market. Ryzyko mandatu jest, ale jeżdżę tam nie tylko na latanie bokami, ale głównie własnie na ćwiczenie omijania przeszkód i hamowania. Znajduję sobie grudę śniegu/lodu i ćwiczę różnego rodzaju najazdy. W Trójmieście NIE MA GDZIE ROBIĆ TEGO LEGALNIE!!!

Z luźnych konkluzji – to wszystko wybudowano za naszą kasę i za naszą kasę dalej będzie utrzymywane. To jak z autostradami – zbudowano je za nasze pieniądze, aby było szybciej, bezpieczniej i aby zmniejszyć obciążenie tras lokalnych. Ale chcesz z nich korzystać – płać. I to słono.

Lubię zapierdalać (TM)

Jedziesz sobie autostradą radosne dwie paczki.

Ja jadę prawym pasem w kolumnie stwierdzam, że czas łyknąć tego matiza, zerkam w lustro, widzę, że czysto, dokręcam z tych 110 na 130, wbijam lewy, zerkam, widzę ciebie jakieś 100m za mną, czyli fpizdu daleko, zjeżdżam na lewy dokręcając powoli do 140 (mam tylko 100 kobył pod maską), tobie akurat pociekło z nosa, więc rozproszyło ci uwagę, wycierasz nos chusteczką, tracisz w ten sposób cenne dwie sekundy i 30m dystansu, widzisz, że pojawiłem ci się na drodze jak betonowa ławeczka, niecała sekunda na uwierzenie oczom i kopnięcie hamulca – a następne 15m poszło się kochać.

Zostało 50m dystansu, 60km/h różnicy prędkości.

Masz dobre auto, dobre heble, dobre opony, gwałtownie wytracasz prędkość, kończysz hamowanie 15m za mną mając ciut poniżej 140km/h, wsio jest cacy. Oddychasz z ulgą, gacie nadal suche i czyste, zapierdalałeś, ale chociaż jakiś gerber ci wyskoczył jak ostatni idiota to dałeś radę, wszystko jest OK.

W tym momencie w dupę ci wjeżdża z prędkością 200km/h Audi A6. 22letni gnojek nawet nie zaczął hamować, bo akurat pisał SMS-a, ale nie uważał na drodze, bo ten przed nim – ty – tak ładnie jechał to się podpiął.

Właśnie puściłeś hebel, więc dostajesz w dupę 1.5 tonowym klockiem z przewagą 60km/h i nic, poza bezwładnością nie ogranicza ruchu postępowego twojego auta, więc wpierdalasz się w mój kufer.

W audi pęka lewy wahacz, robiony przez wujka migomatem po pijaku, gablota uderza w barierę energochłonną tak nieszczęśliwie, że przekoziołkowuje na przeciwbieżną nitkę trafiając w bok bentleya continentala.

W bentleju ze strachu laska robiąca laskę nieślubnemu synowi Putina odgryza mu rodzinne precjoza, ten zaś będąc progeniturą Stalowego Włodzimierza opanowuje gablotę, odpala telefon satelitarny, dzwoni do ojczula i składa mu raport mówiący, że dokonano właśnie zamachu na linię genetyczną Ojca Rodiny. Putin akurat będący na kacu po spotkaniu z Kim Ir Senem łapie ciężkiego wkurwa, że znów Polaczki mu robią koło pióra każe w trybie natychmiastowym odpalić wszystko, co jest wycelowane w Lechistan.

Hamerykanie widząc, że Putin się podłożył atakując nic nie znaczącego sojusznika widzą świetną okazję, aby przygotować sobie miejsca parkingowe na wschodzie Jewropy i odpalają małe co nieco na drugą stronę żelaznej kurtyny.

Ledwie stęknęły wyrzutnie gwiaździstego sztandaru głosiciele jedynej słusznej pokojowej religii aby nie dopuścić do rozpanoszenia się zachodniego zepsucia odpalają swoje brudne walizki w co bardziej znaczących miastach niewiernych i oczywiście próbują zrównać z ziemią domy Narodu Wybranego.

Koreańczyki Północniki nie chcąc być gorszymi w wymachiwaniu szabelką sadzą pieczarki na południowym końcu półwyspu, dorzucając jeszcze Japsom po jednej na Hiroshimę i Nagasaki, coby pewnej tradycji stało się zadość.

Kitajce dołączają się do globalnego nuklearnego holokaustu bombardując samobójczo Pekin, Sachalin i Pearl Harbour aby również nie być gorszymi w celebrowaniu przeszłości.

Pakistan i Indie w końcu orientują się, że jest okazja w końcu dupnąć swoimi grzybkami i wymieniają się uprzejmościami.

Na orbicie okołoziemskiej delegacja obserwatorów z Tau Ceti stwierdza, że jesteśmy jednak tak beznadziejni, że stanowimy zagrożenie nie tylko dla siebie ale może i dla cywilizacji międzygwiezdnej, więc zrzucają na nas pastylkę z nanorobotami, które w ciągu tygodnia doprowadzają do skumulowania całego materiału promieniotwórczego Ziemi w jednym miejscu. Przemieszczenie miliardów ton urobku powoduje destabilizację skorupy, odparowanie mórz, i generalnie zagładę naszej cywilizacji co i tak nie ma specjalnego znaczenia, bo dzięki idealnej synchronizacji czasowej megageologiczny ładunek nuklearny rozpierdala nasz radosny grajdołek w pas asteroidów.

Co może w sumie nie jest nawet takim złym pomysłem.

Zajebali mi auto…

…że się tak poetycko wyrażę. Najprawdopodobniej w nocy z niedzieli na poniedziałek albo już w ciągu dnia w poniedziałek. Spod bloku.

Skoda Octavia 1.9TDI 4×4 rocznik 2001, ciemnozielone kombi, na pełnym wypasie bez skóry (welur wbrew pozorom praktyczniejszy) – ESP, ASR, ABS, szyber, lustra i okna w prądzie, grzane zydle, zmieniacz na 6 CD, itd, itp.

Cech charakterystycznych jest od cholery, ale nie łudzę się, że auto się znajdzie, bo raczej na części poszło. Ale jakby się komusi rzuciło w oczy to po kolei:
– nr rejestracyjny GD 4609T
– ruda na tylnej klapie na podszybiu
– naklejka forum subaru po lewej na tylnej klapie o taka:
– brak znaczka skody na przedniej klapie – klapa jest nieoryginalna
– rysa przez całą długość auta po lewej stronie
– porysowane tylne drzwi
– lekko nadpęknięta prawa tylna lampa
– mocno wytarta góra kierownicy
– nakładki z napisem 4×4 na progach przednich drzwi
– wgniecione podwozie za fotelem pasażera
– intercooler podwieszony trytytkami
– na bocznych oknach bagażnika są naklejki z Transgothiki, o takie:
– źle spasowana prawa przednia lampa migacza
– miniaturowy odprysk (1cm^2) na przedniej szybie dokładnie na linii wzroku kierowcy
– pokrętło od szybera niezamocowane, ma tendencję do wpadania w obsadę
– ułamane trzymadełko wewnętrzne w stojaku na napoje przy ręcznym
– sam stojak się nie chce schować
– odpryśnięty lakier na lewych drzwiach na krawędzi
– kropla lakieru nad drzwiami
– pył w przednich drzwiach po szlifowaniu maski
– nowe cięgło w lewych drzwiach
– wypalona dziurka w lewym fotelu
– oryginalne radio skody
– nowa linka ręcznego
– zamek od haka zawinięty jakąś plastikową szmatą
– odpryski lakieru na dachu w okolicy tylnych drzwi
– brak dwóch przednich zaślepek w zderzaku
– cztery nowiutkie zimowe Continentale na alusach
– auto brudne jak świńskie kopyto

Niedługo podepnę tu jeszcze zdjęcia i filmy ukazujące autko w pełnej krasie.

Będę dźwięczny (bardzo) za wszelkie informacje pozwalające namierzyć auto bądź sprawcę. Jeśli komuś się będzie nudziło to proszę wszelkich krewnych i znajomych królika o monitorowanie allegro czy innego skąpca w temacie części do czteronapędówki – skrzynie biegów, silnik ATD, haldex, tylne zawieszenie, itp, itd.

Jednocześnie obiecuję nie wyciągać osobiście żadnych konsekwencji, jeśli auto znajdzie się w całości. Do przyjęcia są uszkodzenia w stylu zbita szyba czy uszkodzona stacyjka.

Jakby komu było potrzebne, to dużo dłuższą litanię cech osobniczych mogę podesłać na maila, w tym VIN czy jakieś specyficzne cechy jezdne, bądź szczegóły ukryte.

Namiar na mnie mailem: zibi@nora.pl
GG: 2830
jabber: tapiau@gmail.com
telefon: 667956686

Poniżej kilka fotek: