Category Archives: on the road

Lubię zapierdalać (TM)

Jedziesz sobie autostradą radosne dwie paczki.

Ja jadę prawym pasem w kolumnie stwierdzam, że czas łyknąć tego matiza, zerkam w lustro, widzę, że czysto, dokręcam z tych 110 na 130, wbijam lewy, zerkam, widzę ciebie jakieś 100m za mną, czyli fpizdu daleko, zjeżdżam na lewy dokręcając powoli do 140 (mam tylko 100 kobył pod maską), tobie akurat pociekło z nosa, więc rozproszyło ci uwagę, wycierasz nos chusteczką, tracisz w ten sposób cenne dwie sekundy i 30m dystansu, widzisz, że pojawiłem ci się na drodze jak betonowa ławeczka, niecała sekunda na uwierzenie oczom i kopnięcie hamulca – a następne 15m poszło się kochać.

Zostało 50m dystansu, 60km/h różnicy prędkości.

Masz dobre auto, dobre heble, dobre opony, gwałtownie wytracasz prędkość, kończysz hamowanie 15m za mną mając ciut poniżej 140km/h, wsio jest cacy. Oddychasz z ulgą, gacie nadal suche i czyste, zapierdalałeś, ale chociaż jakiś gerber ci wyskoczył jak ostatni idiota to dałeś radę, wszystko jest OK.

W tym momencie w dupę ci wjeżdża z prędkością 200km/h Audi A6. 22letni gnojek nawet nie zaczął hamować, bo akurat pisał SMS-a, ale nie uważał na drodze, bo ten przed nim – ty – tak ładnie jechał to się podpiął.

Właśnie puściłeś hebel, więc dostajesz w dupę prawie 2-tonowym klockiem z przewagą 60km/h i nic, poza bezwładnością nie ogranicza ruchu postępowego twojego auta, więc wpierdalasz się w mój kufer.

W audi pęka lewy wahacz, robiony przez wujka migomatem po pijaku, gablota uderza w barierę energochłonną tak nieszczęśliwie, że przekoziołkowuje na przeciwbieżną nitkę trafiając w bok bentleya continentala.

W bentleju ze strachu laska robiąca laskę nieślubnemu synowi Putina odgryza mu rodzinne precjoza, ten zaś będąc progeniturą Stalowego Włodzimierza opanowuje gablotę, odpala telefon satelitarny, dzwoni do ojczula i składa mu raport mówiący, że dokonano właśnie zamachu na linię genetyczną Ojca Rodiny. Putin akurat będący na kacu po spotkaniu z Kim Ir Senem łapie ciężkiego wkurwa, że znów Polaczki mu robią koło pióra każe w trybie natychmiastowym odpalić wszystko, co jest wycelowane w Lechistan.

Hamerykanie widząc, że Putin się podłożył atakując nic nie znaczącego sojusznika widzą świetną okazję, aby przygotować sobie miejsca parkingowe na wschodzie Jewropy i odpalają małe co nieco na drugą stronę żelaznej kurtyny.

Ledwie stęknęły wyrzutnie gwiaździstego sztandaru głosiciele jedynej słusznej pokojowej religii aby nie dopuścić do rozpanoszenia się zachodniego zepsucia odpalają swoje brudne walizki w co bardziej znaczących miastach niewiernych i oczywiście próbują zrównać z ziemią domy Narodu Wybranego.

Koreańczyki Północniki nie chcąc być gorszymi w wymachiwaniu szabelką sadzą pieczarki na południowym końcu półwyspu, dorzucając jeszcze Japsom po jednej na Hiroshimę i Nagasaki, coby pewnej tradycji stało się zadość.

Kitajce dołączają się do globalnego nuklearnego holokaustu bombardując samobójczo Pekin, Sachalin i Pearl Harbour aby również nie być gorszymi w celebrowaniu przeszłości.

Pakistan i Indie w końcu orientują się, że jest okazja w końcu dupnąć swoimi grzybkami i wymieniają się uprzejmościami.

Na orbicie okołoziemskiej delegacja obserwatorów z Tau Ceti stwierdza, że jesteśmy jednak tak beznadziejni, że stanowimy zagrożenie nie tylko dla siebie ale może i dla cywilizacji międzygwiezdnej, więc zrzucają na nas pastylkę z nanorobotami, które w ciągu tygodnia doprowadzają do skumulowania całego materiału promieniotwórczego Ziemi w jednym miejscu. Przemieszczenie miliardów ton urobku powoduje destabilizację skorupy, odparowanie mórz, i generalnie zagładę naszej cywilizacji co i tak nie ma specjalnego znaczenia, bo dzięki idealnej synchronizacji czasowej megageologiczny ładunek nuklearny rozpierdala nasz radosny grajdołek w pas asteroidów.

Co może w sumie nie jest nawet takim złym pomysłem.

Zajebali mi auto…

…że się tak poetycko wyrażę. Najprawdopodobniej w nocy z niedzieli na poniedziałek albo już w ciągu dnia w poniedziałek. Spod bloku.

Skoda Octavia 1.9TDI 4×4 rocznik 2001, ciemnozielone kombi, na pełnym wypasie bez skóry (welur wbrew pozorom praktyczniejszy) – ESP, ASR, ABS, szyber, lustra i okna w prądzie, grzane zydle, zmieniacz na 6 CD, itd, itp.

Cech charakterystycznych jest od cholery, ale nie łudzę się, że auto się znajdzie, bo raczej na części poszło. Ale jakby się komusi rzuciło w oczy to po kolei:
– nr rejestracyjny GD 4609T
– ruda na tylnej klapie na podszybiu
– naklejka forum subaru po lewej na tylnej klapie o taka:
– brak znaczka skody na przedniej klapie – klapa jest nieoryginalna
– rysa przez całą długość auta po lewej stronie
– porysowane tylne drzwi
– lekko nadpęknięta prawa tylna lampa
– mocno wytarta góra kierownicy
– nakładki z napisem 4×4 na progach przednich drzwi
– wgniecione podwozie za fotelem pasażera
– intercooler podwieszony trytytkami
– na bocznych oknach bagażnika są naklejki z Transgothiki, o takie:
– źle spasowana prawa przednia lampa migacza
– miniaturowy odprysk (1cm^2) na przedniej szybie dokładnie na linii wzroku kierowcy
– pokrętło od szybera niezamocowane, ma tendencję do wpadania w obsadę
– ułamane trzymadełko wewnętrzne w stojaku na napoje przy ręcznym
– sam stojak się nie chce schować
– odpryśnięty lakier na lewych drzwiach na krawędzi
– kropla lakieru nad drzwiami
– pył w przednich drzwiach po szlifowaniu maski
– nowe cięgło w lewych drzwiach
– wypalona dziurka w lewym fotelu
– oryginalne radio skody
– nowa linka ręcznego
– zamek od haka zawinięty jakąś plastikową szmatą
– odpryski lakieru na dachu w okolicy tylnych drzwi
– brak dwóch przednich zaślepek w zderzaku
– cztery nowiutkie zimowe Continentale na alusach
– auto brudne jak świńskie kopyto

Niedługo podepnę tu jeszcze zdjęcia i filmy ukazujące autko w pełnej krasie.

Będę dźwięczny (bardzo) za wszelkie informacje pozwalające namierzyć auto bądź sprawcę. Jeśli komuś się będzie nudziło to proszę wszelkich krewnych i znajomych królika o monitorowanie allegro czy innego skąpca w temacie części do czteronapędówki – skrzynie biegów, silnik ATD, haldex, tylne zawieszenie, itp, itd.

Jednocześnie obiecuję nie wyciągać osobiście żadnych konsekwencji, jeśli auto znajdzie się w całości. Do przyjęcia są uszkodzenia w stylu zbita szyba czy uszkodzona stacyjka.

Jakby komu było potrzebne, to dużo dłuższą litanię cech osobniczych mogę podesłać na maila, w tym VIN czy jakieś specyficzne cechy jezdne, bądź szczegóły ukryte.

Namiar na mnie mailem: zibi@nora.pl
GG: 2830
jabber: tapiau@gmail.com
telefon: 667956686

Poniżej kilka fotek:





Ford Escort 1.8D ’94

Post oryginalnie zamieszczony na http://radxcell.nora.pl/2008/12/05/ford-escort-18d-94.html

Auto owe zakupiliśmy w 2006 jako 14latka ze sporym przebiegiem – 217kkm. Stan całości był zadowalający, cena również – decyzja była prosta.

Było to pierwsze moje auto po kilkuletniej przerwie, więc – choć miałem okazję w międzyczasie jeździć różnymi innymi samochodami – trzeba się było do pewnych rzeczy na nowo przyzwyczaić.

Essi – choć już niemłody – chodził elegancko. Silnik – jak na diesla – do mniej więcej 100km/h nieuciążliwy jeśli chodzi o głośność. Jak na diesla przystało – niezbyt dynamiczny. Za to za rozsądne operowanie gazem odwdzięczał się bardzo rozsądnym zużyciem paliwa – na trasie udało się zejść do 4.7l/100km, na mieście – 5.8l/100km. Bardzo to cieszyło pod koniec miesiąca, przy podsumowywaniu wydatków na auto. Przez 2 lata auto było traktowane niespecjalnie kulturalnie ;D Nogi nie mam lekkiej, więc pracowało ciężko.

Wnętrze wygodne, z przodu obszerne, z tyłu – trochę mało miejsca na nogi. Kokpit ergonomiczny, brakowało mi na początku obrotomierza, ale po 2 miesiącach na słuch dało się wybadać wszystko.

Auto zachwycało elastycznością – praktycznie na palcach mogłem policzyć sytuacje, kiedy mi zgasło, bo np próbowałem ruszyć z trójki. Przy prędkościach miejskich nachylenie trasy nie robiło różnicy. Na niskich biegach miało się wrażenie, że załadowany po dach wjedzie po pionowej ścianie – a to tylko 60 koni. Jednocześnie – mając trochę doświadczenia – dawało się na trasie spokojnie wyprzedzać. Na czwartym ładnie szedł do przodu, trochę – powiedziałbym – majestatycznie, ale skutecznie.

Układ jezdny Escorta zachwyca na krętych trasach. Dobija w serwisowaniu. Przednie wahacze mocowane metalowo-gumowymi tulejami wymagają częstych przeglądów i – niestety – dość upierdliwych wymian owych tulej. Auto w zakrętach idzie jak po szynach, bez gięcia się na boki, dokładnie tak, jak się mu wskaże kierownicą. Trochę przy bardziej kozackiej jeździe przeszkadza fatalne trzymanie boczne foteli, całkiem z resztą wygodnych.

Serwisowanie tego auta było średnio przyjemne. Aby wymienić prawą przednią żarówkę trzeba złamać sobie nadgarstek w dodatkowym miejscu. Albo wymontować lampę, na co zresztą zdecydował się serwisant w gdańskim Norauto. Silnik jest wieeelki, zrobienie przy nim czegokolwiek wymaga sporych zdolności manualnych aby dostać się w różne zakamarki komory silnika.

Genialnym patentem jest elektryczna siatka wewnątrz przedniej i tylnej szyby. Zimą odpala się silnik, włącza grzanie szyb, odśnieża dach i maskę, włącza wycieraczki i jedzie. Na początku jadąc nocą trochę przeszkadza owa siatka w szkle dodatkowo lekko rozpraszając światła nadjeżdżających aut, ale szybko idzie się do tego przyzwyczaić.

Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie hamulce w Essim. Dały się bardzo szybko wyczuć i dokładnie dobierać siłę hamowania. W aucie bez ABS dobre opanowanie hamulców to podstawa. Essi bardzo to ułatwiał. Auto hamując szło idealnie prosto, bez noszenia, tendencji do obrotów i innych tego typu niespodzianek, nawet na śliskiej nawierzchni.

Po kilku miesiącach jeżdżenia większość manewrów byłem w stanie wykonywać na centymetry. Wyjątkiem było parkowanie tyłem – za cholerę nie dawało się wyczuć, gdzie auto się kończy. Mocno nachylona tylna szyba i jeszcze lekko wystający kufer skutecznie utrudniają ocenę odległości od przeszkody.

Konstrukcja Escorta okazała się niesamowicie odporna na bardzo złe traktowanie. Dziesiątki razy uderzyłem podwoziem o krawężniki, kamienie na polnych drogach, raz cofając zawadziłem przodem ścianę budynku, raz tyłem skasowałem drzwi kierowcy w Sprinterze (moja wina) a raz przodem zdemolowałem prawe tylne drzwi w SuperBie (wina buraka ze Skody). Te wszystkie przygody kosztowały mnie wymianę tłumika i prawej tylnej lampy.

Ogólnie Essiego będę bardzo dobrze wspominał. Prowadził się dobrze, koszty eksploatacji były niewysokie, części dostępne bezproblemowo i w rozsądnych cenach.

Kody QR

Jak pewnie dało się zauważyć, na headerze blogaska pojawiły się QR Code. Ten na głównej stronie to moja wizytówka, w rozwinięciach postów – linki do konkretnych podstron. Całość korzysta z shortera i generatora kodów dostępnego na http://nora.pl/

Ciekawe, ile osób w Polsze używa kodów QR? Ciekawe, ile osób jest w ogóle świadomych istnienia takowego wynalazku?

Za chwilę wydrukuję kartkę ze sporym kodem prowadzącym do tego posta i wstawię kartkę na tylną szybę w aucie. Ciekawe, czy pojawią się jakiekolwiek wejścia przez kod… ;D

Skoda Superb Combi 2.0 TDI CR DSG

Ha! Korzystając z uprzejmości gdańskiego salonu Plichty, dziś wybrałem się na przejażdżkę owym autkiem. Umówić się było łatwo, byli bardzo elastyczni jeśli chodzi o termin. I sprowadzili mi z Gdyni dizelka z automatem.

Papierki

Oczywiście na wstępie krótka ankieta + ksero prawa jazdy i podpis pod zrzeczeniem się lewej nerki. Potem kluczyki i do auta. Mogłem dostać auto na randkę sam-na-sam, ale wolałem mieć ze sobą kogoś z salonu. Zawszeć to nieco pewniej na drodze.

Superb Combi

Jest śliczny. Tzn każdemu wg potrzeb, ale IMHO o ile Superb sedan ma tył obleśny jak stara ropucha rozjechana przez ciężarówkę, tak tył kombiaka ma linię śliczną, odrobinę zalatującą Alfą Romeo lub Laguną GT. Ok, wiem, są ludzie, którym w ogóle kombiaki się nie podobają, ale z kim bym nie rozmawiał tak zawsze sedan czeszki – boli, kombi – w najgorszym wypadku – ujdzie. Przód wcale niedelikatnie nawiązujący do BMW, masywny, agresywny, ale całkiem estetyczny.

Continue reading

The 1234567890 day w Trójmieście?

Zbliża się szczególny (choć nic nie znaczący ;P) moment – znacznik czasu w Unixach osiągnie wartość 1234567890. Moment ów dla naszej strefu czasowej nastąpi dokładnie 2009-02-14 00:31:30, czyli w nocy z piątku na sobotę.

Okazja do zaimprezowania jest, więc może gdzieś jakieś spotkanie? Żeby było odpowiednio klimatycznie proponuję miejsce wg XKCD Geo Hashing.

Niestety, dla naszego obszaru punkt spotkania wypada na Zatoce Gdańskiej. A że chyba nikt z nas po wodzie chodzić nie potrafi plus jest to niebezpiecznie blisko toru podejścia do ujścia Wisły (groziłoby staranowanie przez jakiś statek) proponuję (zgodnie ze schematem XKCD GH) przeniesienie się na najbliższy punkt dostępny, czyli Westerplatte. Plus (tu się odzywa wygodnictwo) jako że pewnie będzie gwiździć i mrozić proponuję miejsce gdzie będzie blisko do ciepłych wnętrz samochodów, czyli parking na Westerplatte. Proponuję początek jakieś 30 minut wcześniej, coby spokojnie dało się pogadać przed odliczaniem ;P

Impreza jest nieoficjalna, nie podejmuję się przyjęcia na siebie żadnych obowiązków związanych z koordynacją czy jakiejkolwiek odpowiedzialności za uczestników lub ich poczynania. 

Dla porządku proponuję nie zabieranie ze sobą alkoholu, tylko napitki w stylu coli czy soku + chipsy i słodycze na zagrychę (zimno będzie, czekolada wskazana!).

AXA – Allianz – głosuję pieniędzmi!

Jak w następnym (mam nadzieję) poście będzie ładnie opowiedziane – kupiliśmy auto. Fajna fura – Octavia 1.9 4×4 Kombi. 

Jak się kupiło auto, to i wypada zadbać o ubezpieczenie. Poprzedni właściciel zapłacił całą roczną składkę, zniżek miał trochę, więc kwota na polisie jakieś 950pln. Polisa do połowy czerwca 2009, więc sobie pomyślałem, że pewnie styknie dopłacić jakieś 400-600pln i polisę będę mógł dalej używać. Zadzwoniłem na hotline, rozmawiam z konsultantką. Podaję komplet danych jak trzeba. Pani wylicza mi dopłatę… 

…2070PLN.

Proszę konsultantkę, żeby sprawdziła jeszcze raz, bo kwota wychodzi nieco absurdalna. Za pół roku przeszło 2k to jakaś pomyłka, może coś gdzieś zaznaczyła nie tak jak trzeba. Może AC mi dodała, czy cóś. Nie, ona ma na ekranie i koniec. Jak koniec – to koniec. Pani nie zechciała sprawdzić jeszcze raz, ja nie zechciałem się z panią kłócić.

Następnego dnia zadzwoniłem do Allianz. Agent przeliczył – 1470pln. Umówiłem się na sobotę, na 10 rano, pojechałem – papiery przygotowane w komplecie, tylko dałem do sprawdzenia dowód osobisty i dowód rejestracyjny – i podpisałem. Zapłaciłem przelewem prosto z konta. Szybko, łatwo, przyjemnie. I na cały rok, z NNW, zieloną kartą i assistance.

Pewny jestem, że panienka na hotline się pomyliła, że zaznaczyła coś za dużo. Ale jej zaniedbanie lub niestaranność i naburmuszony ton kosztował AXA klienta. A Allianz wykazał się dobrą i staranną obsługą klienta. Pozostało tylko zagłosować odpowiednio wydając pieniądze ;P

Jeszcze tak na marginesie – 1.5 roku temu miałem małą przygodę – wjechałem Essim kurierowi w drzwi Sprintera. Spisalismy oświadczenie, Allianz pokrył z mojego ubezpieczenia koszty naprawy bez mrugnięcia okiem, cała sprawa zamknięta w ciągu tygodnia. Wiosną Corsa wjechała nam w tył. Kierowca był ubezpieczony w Allianz – odszkodowanie dostaliśmy w ciągu 4 dni. Czyli jak do tej pory Allianz wykazywał się solidnością ;P. Chyba jednak wolę zapłacić (nawet teoretycznie więcej) solidnej firmie ;D