Category Archives: film

Arrival

Ziew.

Do obejrzenia. Fajnie pokazana analiza języka, dochodzenie do rozwiązania.

Film przewidywalny, z lekkimi dłużyznami. 6/10, ale szału nie ma.

Deadpool

Pierwszy od dawna film, w którym wątek romantyczny nie obsysał.

Pierwszy od dawna film dla dorosłych, na którym rżałem jak głupi.

Pierwszy od dawna film, który był głupi bo miał być głupi i do tego był dobrze głupi.

Pierwszy od dawna film o superbohaterach, który nie ociekał patosem.

Pierwszy od dawna film, który tak wdzięcznie ociekał bezsensowną przemocą.

Pierwszy od dawna film, który broni się treścią a nie pieniędzmi.

Obiektywnie uczciwe 6.5/10.

Na zwyrolometrze 9/10. Tylko 9, bo głupich tekstów mogło być więcej, mogły być jeszcze bardziej niepoprawne politycznie i Colossus bezsensownie zasłonił łapą to co najciekawsze.

Star Wars: The Force Awakens

Stare Warsy – Popuszczanie moczy.

Dosłownie. Jedni sikali ze szczęścia, inni moczyli się bojąc się wyjść do kibla w oczekiwaniu na jakiś sensowny moment, który mógłby ten film uratować.

Lucas, J.J. Abrams, Disney i spora część starej – waniliowej – obsady. Dodajmy do tego 10 lat głodzenia fanów. Przepis na finansowy sukces murowany. W dzisiejszych czasach film z takim budżetem musi mieć efekciarstwo co najmniej poprawne, gra aktorów też znośna, scenariusz… Starając się podejść do tematu obiektywnie dałbym 6.5/10, może nawet 7.

A na moim prywatnym zwyrolometrze 3.5.

Kto to kurwa spłodził?!

Goblin powiedział, że scenariusz był. Ja twierdzę, że nawet trzy. Ktoś wrzucił do niszczarki scenariusze koszernej trylogii, wybrał dwie garście pasków, spędził miły weekend z butelką whisky, paczką zioła i dużą ilością przezroczystej taśmy klejącej.

Efekty w dzisiejszych czasach już nie robią. Przy takim budżecie to inaczej się nie da. Każdy dzisiejszy blockbuster ocieka optycznie, więc starłorsy już nie mają tego efektu WOW.

Zagranie na sentymentach starych wyjadaczy rodzynkami ze starej obsady – dobre, ale … nie będę spojlował. Powiem tylko – Dżordż, JJ i Walt – FAK JU!

Film jest do bólu – dupy, dosłownie – przewidywalny. Jest nudny. Jest kretyński. Są miejsca, gdzie totalnie nie trzyma się kupy. Chociaż nie, trzyma się – śmierdzi.

W poniedziałek rano, przed wieczornym seansem obejrzałem sobie New Hope. Nawet nie biorąc poprawki na wiek filmu, nawet nie przymykając oka na biedne jak na dzisiejsze czasy efekty, nawet nie dając taryfy ulgowej zupełnie innemu kreowaniu postaci w tamtych czasach – klasyk jest DUŻO LEPSZY niż nowinka. Ba! Nawet nieszczęsny Phantom Menace był lepszy!

Jak opadnie pył popremierowy i wszyscy już się naoglądają i nie będzie obaw spoilowania przy omawianiu treści chętnie podyskutuję. Chociaż może szkoda na to czasu.

Niniejszym ogłaszam SW:TFA niewypałem roku, zwycięstwem marketingu nad dobrym smakiem, zawiedzioną nadzieją, SW: A Fucked Up Hope.

Terminator Genisys

ARNIIIIIIIIIIII!!!

Film jest gniotem. Odgrzewana franczyza, resztki scenariusza powiewają gdzieś na marginesie przysłonięte cyckami Khaleesi, zakończenie typu love, peace ‚n kwiatek w dupę, dramatyczna przewidywalność akcji, brak jakiegoś głębszego thrillu i Kyle zupełnie z dupy i do dupy. Ogólnie 4/10 – w tym ekstra punkt za cycki Khaleesi.

Arni dał radę. Jest beznadziejnie drewniany – nie musi grać robota. Świetnie zestawiono młodego T-800 ze starym. Pomysł na wykorzystanie w filmie wiekowego już przecież aktora – bezbłędny. Jak Leonarda Nimoya w Into Darkness. Generalnie Pan Emeryt – perełka. Mam córkę, więc już zaczynam ćwiczyć jego uśmiech.

CGI na najwyższym poziomie. Nie ma do czego się przyczepić. Obraz wgniata w fotel i obrzuca popcornem. Efekciarstwo mnie usatysfakcjonowało.

Bawiłem się rewelacyjnie – 8/10.

Jupiter Ascending

Ten film jest jak Larry Wachowski. Bez jaj.

Bez sensu.

3/10

Graficznie bez zarzutu.

Postacie głupie. Teksty nie powalają. Fizyka niekonsekwentna. Rozwałki biedne. Nie jest nawet śmiesznie.

Ale still better love story than Twilight.

 

Transformers 2 z przymrużeniem oka

Właśnie wróciłem z kina. Ogólnie solidna czwórka ;P Efekty na plus, operatorka na słaby minus, muza na plus, o scenariuszu lepiej nie wspomiać ;P Ogólnie elegancka, epicka rozwałka.

W samym filmie w paru miejscach wydaje mi się, że reżyser puszcza do nas oko. Może trochę nadinterpretuję, ale widziałem parę nawiązań do innych filmów. I do gier.

Na przykład Decepticon śledzący Sama w kampusie – ewidentnie T-X z Terminatora 3. Bumblebee wyrywający kręgosłup – Sub Zero z MK1. Optimus Prime ruszający do akcji mówiący „Let’s rock!” – Duke Nukem 3D. Jeszcze trochę mniej lub bardziej naciąganych by się znalazło. Trza tylko doczekać, aż film się pojawi na DVD, bo na kino drugi raz już nie mam ochoty… ;P

Strajk kierowców i przewoźników

Dziś odbył się zapowiadany od kilku dni strajk kierowców i przewoźników przeciwko zniesieniu winiet, wysokim cenom ropy i mocnej pozycji złotego w stosunku do euro. Zapowiadana była akcja „Ślimak” polegająca na ograniczeniu prędkości do 20km/h.

Wybrałem się na obwodnicę Trójmiasta zobaczyć, jakie będą skutki akcji. W sumie niewiele się działo. Do akcji przyłączyło się bardzo niewielu kierowców, w dodatku szybko byli wyłapywani przez patrole drogówki. Owszem, utwoszyły się kolumny ciężarówek, przykorkował się przy okazji i lewy pas, ale wystarczyło posłuchać na CB aby przekonać  się, że większość ciężarowych to ofiary strajku a nie strajkujący. Złożeczyli jadącym na czele kolumn, próbowali jakoś ich przekonać do normalnej jazdy, albo wyprzedzali wbrew obowiązującemu na obwodowej zakazowi. Ogólnie strajk nie spotkał się z aprobatą ogółu kierowców.

Filmik z wypadu do pobrania lub obejrzenia:

Indiana Jones – Królestwo Kryształowej Czaszki

Yeah! Kawałek dobrego filmu przygodowego ;D

Na szczęście Lucas ze Spilbergiem nie popełnili następnej wielkiej superprodukcji. Podeszli do tematu z humorem i dużą dozą auto-filmo-ironi. Jest trochę smaczków wiążących IV część z wcześniejszymi, jest świetna operatorka, dobry montaż, klimatyczna muza. I Harrison Ford, który w skórze Indiany Jonsa jest jak dobre wino – czas płynie, a on coraz bardziej nabiera wyrazu.

Film ma i słabsze strony, ale może to być kwestia mojego opatrzenia się filmami akcji. Są całe długie sekwencje mocno przewidywalne. Wątek romantyczny też jakoś tak trochę taniokomediowo wyglądał. I jest to pierwsza część przygód doktora, która kończy się tragicznie ;D

Podsumowując: jeśli ktoś lubi wcześniejsze 3 części – polecam. Jeśli ktoś jest młodym widzem – zabraknie mu blichtru megawypasionych gadżetów i efektów. Dla mnie dzisiejsza wizyta w kinie była bardzo przyjemnym spotkaniem z filmowymi znajomymi z czasów dzieciństwa.

…ale i tak Ostatnia krucjata była najlepsza ;D