Ustawa śmieciowa czy ustawa do śmieci?

W lokalnych mediach trochę niemrawo, ale toczy się dyskusja na temat nieszczęsnych opłat śmieciowych. W jednym z artykułów trafiłem na odpowiedź Macieja Lisickiego, zastępcę prezydenta miasta, na list otwarty spółdzielców.

Pozwolę sobie zacytować wiceprezydenta przytaczanego w artykule:

Odnosząc się do stwierdzenia spółdzielców, że „metoda powierzchniowa jest najmniej korzystna dla mieszkańców” wiceprezydent powiedział: – To totalna banialuka, co to ma do rzeczy. Owszem dla jednego jest mniej lub bardziej korzystna, ale dla ogółu ona jest neutralna. Bez względu na to, jaka metodę byśmy przyjęli, zawsze do ściągnięcia jest ta sama ilość pieniędzy. To, że gmina będzie z tego uzyskiwać jakieś wpływy, to totalna bzdura, nie wolno nam na tym zarabiać- podkreślał Lisicki. – Przy wyborze tej metody zdecydowała odpowiedzialność i przyzwoitość. Gdybyśmy wybrali metodę osobową, tak jak chcą tego prezesi, to uczciwi płaciliby za cwaniaków.

Metoda powierzchniowa jest po prostu niesprawiedliwa. Nie rozumiem, czemu przeprowadzając się do większego mieszkania mam płacić prawie dwa razy więcej niż obecnie. Podatek od luksusu? Haracz od moich zarobków już skutecznie skarbówka pobrała.

Dla kogo metoda jest korzystna? Jeśli dla kogoś jest korzystna, to chyba znaczy, że ktoś odnosi na tym korzyści. Korzyści ekonomiczne zwykle odnosi się kosztem kogoś.

Polityka prorodzinna? Jesteśmy rodziną. Tej właśnie rodzinie miasto postanowiło zabrać więcej pieniędzy. Nie, nie mamy więcej pieniędzy, bo mieszkamy w większym mieszkaniu. Przez koszty kredytu, konieczność utrzymania większej powierzchni, ogrzania tego, oświetlenia – na życie wcale nie zostaje więcej, niż średnio. Dzięki nowej metodzie naliczania opłat śmieciowych mojej rodzinie miasto zabierze wypad do kina, lepszą jakość słodyczy, wypad autem do lasu, nową zabawkę, książeczkę czy ubranko. To będzie napój owocowy zamiast soku, to będą jabłka zamiast cytrusów albo konieczność odpuszczenia sobie frytek czy innego junk foodu na spacerze. KAŻDEGO MIESIĄCA, panie wiceprezydencie.

Jeśli miasto na tym nie zarabia, to kto? Z jakiego tytułu mam płacić więcej? Do czyjej kieszeni trafią te pieniądze? Może trzeba zweryfikować i prześwietlić proces wyłaniania firm obsługujących zagospodarowanie odpadów? Czemu Gdynia czy Sopot potrafią poradzić sobie ściągając o wiele mniej pieniędzy?

Płacenie za cwaniaków? Jeśli do tej pory płaciłem jakąś kwotę, a teraz uczciwie mam płacić dużo więcej, to znaczy, że byłem cwaniakiem? Kto w takim razie do mnie dopłacał?

A teraz może odwróćmy pytanie – do kogo teraz ja będę dopłacał? Przecież przeprowadzka nie zmieni ilości generowanych śmieci. Rodzina się nie zwiększy. Pusta podłoga czy goła ściana nie będą produkowały odpadów. Zmywarka, stół czy łóżko – również. Śmiecie generujemy my, rodzina – nie mieszkanie.

Panie Lisicki – pytam wprost – jak wyjaśni mi Pan wzrost opłat dla mojej rodziny, jeśli ilość śmieci się nie zmieni? Czemu jestem karany przez Pana i panu podobnych za to, że dbam o moją rodzinę i robię co się da, aby w sposób uczciwy zapewnić im jak najlepszą przyszłość?

Litania przedwyborcza

Kiedy słyszę, że mi coś dadzą, pytam
– a kiedy i ile mi zabiorą, aby mi dać to, co obiecują?
Kiedy słyszę o wybrańcach narodu, pytam
– od kiedy są wybierani, aby chlać, szlajać się, balować?
Kiedy słyszę o służebnej roli dla społeczeństwa, pytam
– czy nie za daleko takim do problemów zwykłych ludzi zza okien limuzyn?
Kiedy słyszę jak będzie dobrze, pytam
– czemu tylko wybranym?
Kiedy słyszę o uczciwości i moralności, pytam
– czemu będzie wymagana tylko ode mnie?
Kiedy słyszę o przestrzeganiu prawa, pytam
– czemu tylko zwykły człowiek odpowiada za jego złamanie?
Kiedy słyszę o uprawianiu polityki, pytam
– czemu zwykle jest to rżnięcie głupa?
Kiedy słyszę o rozliczeniu z przeszłością, pytam
– czemu nie rozliczamy ich z finansów?

Kiedy widzę te zakazane ryje mam ochotę krzyczeć.

Małe wojenki małych ludzi

Patrzę w TiVi, patrzę po mieście, patrzę po sieci – chyba wybory idą…

Dziś we Wrzeszczu na stacji wysiadła PiSu lokomotywa, przed dworcem tłumek skanduje, partyjne aktywa. Po dwóch stronach przejścia stali, PeOwcy po lewej, PiSowcy po prawej, między nimi w strefie zdemilitaryzowanej z billbordami jeździła Pomarańczowa Alternatywa. Krzyczeli, klęli, flagami machali, transparenty wznosili, do Prezesa wzdychali. Żenujące strasznie show to było, zacietrzewione staruszki wzywały: „A niech Tuska piorun trzaśnie!”, policja obstawę zrobiła, chroniła tyłki kacze olewając w pip wykroczeń wokół miejsca zdarzeń (nie wiem, tylko mnie irytują auta zaparkowane na przejściach dla pieszych?!). Ogólnie – bajzel. Ogólnie – poruta.

Nie wiem, co tych ludzi tak pcha do koryta, chęć zarobienia kasy? Ambicje jakieś chore? Każdy z nich z proporcem lepszej Polszy, każdy z nich ze wzniosłymi hasłami przyszłości lub historii, każdy z nich z jadem na wrogów ojczyzny. Czym się różnią? Opcjami politycznymi? Poglądami? Oferowaną przyszłością? Niczym, drodzy moi. Niczym. Każdy z nich obiecuje złote góry, każdy odsądza adwersarzy od czci i wiary. I każdy z nich ma nas w dupie. Każdy z nich po dojściu do koryta zapomni o wszelkich obietnicach, o etyce, o ideałach. I każdy z nich będzie nas rżnął bez wazeliny jak tylko się da.

Szkoda, mości współobywatele, że pozwalamy na to politykom, urzędnikom, funkcjonariuszom. Szkoda, że nie ma w naszym pięknym kraju zwyczaju patrzenia władzy na ręce. Szkoda, że nie zgłaszamy reklamacji, nie piętnujemy nadużyć i zaniechań. Szkoda, że sami mamy to wszystko w dupie.