Spotkałem dziś Kapustę. Mocno się zmienił. A raczej – dużo. Dosłownie. Ledwie go poznałem.
Takie spotkania po latach zawsze budzą ciekawość – co u innych. Dawnych wisusow, numerantow i obibokow.
Ten w ministerstwie, tamten stanowisko w wielkiej firmie, ów robi doktorat…

Ja to mam szczęście. Znów było tuż-tuż, prawie się udało, już wszystkie klocki były na miejscach.
Tym razem telefon popsuł wszystko.
…coś mi się widzi, że jeśli jeszcze kilka razy sytuacja się powtórzy to wyląduję w psychiatryku.
Za dużo oczekiwań, zbyt blisko, zbyt nagle wszystko sypie się w gruzy.
A może nie warto marzyć? Nie warto liczyć na cuda?